Dawno nie widzieliśmy takiego Marcina Gortata. Los Angeles Clippers ograli poprzedniej nocy Phoenix Suns na parkiecie rywala, a nasz środkowy odegrał w tym zwycięstwie kluczową rolę będąc ostoją LAC po obu stronach parkietu.

 

Doc Rivers postanowił zagrać w tym meczu dwuosobową rotacją centrów, czyli Marcinem Gortatem, który wyszedł w pierwszej piątce oraz Montrezlem Harrellem. Z ławki akcji przyglądał się Boban Marjanović. W efekcie Gortat – grając na parkiecie swojej byłej drużyny – otrzymał aż 25 minut i był w tym czasie rewelacyjny. Zanotował na swoje konto najlepsze w tym sezonie 18 punktów (8/10 FG, 2/2 FT) i dołożył do tego 13 zbiórek, asystę oraz blok. Swojego bezpośredniego rywala – debiutanta DeAndre Aytona zatrzymał na zaledwie 4 punktach.

– Z Docem nigdy nie wiadomo – mówi Gortat. – Musisz być cały czas gotowy i walczyć o minuty. Gdy grasz dobrze, dostajesz ich trochę więcej. Cały czas staram się pomóc mojej drużynie – dodał.

SPRAWDŹ AKTUALNE KODY RABATOWE NA DUŻERABATY.PL

Clippers w pierwszej połowie prowadzili już 29 punktami, spokojnie kontrolując wydarzenia na parkiecie. Wszystko zatem zapowiadało okropny blow-out, ale run 22:5 pod koniec trzeciej kwarty pozwolił Phoenix Suns nawiązać rywalizację. Defensywie z Los Angeles udało się jednak okiełznać zapędy rywali i ostatecznie zatrzymali się na 10-punktowej – bezpiecznej – różnicy. Po 21 punktów zanotowali Danilo Gallinari oraz Lou Williams, 23 oczka Devina Bookera. Gwiazdą wieczoru był jednak Marcin Gortat, który potwierdził, że nadal jest w stanie grać na bardzo wysokim poziomie, gdy tylko dostanie odpowiednio dużo minut. Brawo!

Zobacz także: Szczątkowe wyniki głosowania ASG
fot. Darryl Oumi/Getty Images M
Michał Kajzerek
@mkajzerek