Dzięki Jamalowi Murrayowi Denver Nuggets nadal są najlepszą drużyną zachodniej konferencji, co biorąc pod uwagę fakt, że zbliżamy się do półmetku sezonu – jest bez wątpienia sporą niespodzianką. Nie mówicie, że się spodziewaliście.

 

Poprzedniej nocy Denver Nuggets rozegrali wyjazdowe spotkanie z tankującymi Phoenix Suns. Nie było jednak tak łatwo, jak można było przypuszczać. Gospodarze w końcówce czwartej kwarty chcieli wykorzystać moment rozluźnienia rywala i rzutem na taśmę odebrać mu zwycięstwo. Jeszcze na początku czwartej kwarty Nuggets mieli przeszło 20-punktową przewagę. Suns zeszli do -3 po trójce Mikala Bridgesa na 1:50 przed końcem finałowej odsłony. Gościom z Kolorado zrobiło się gorąco, ale mieli w zanadrzu jeszcze trochę energii i odzyskali koncentrację na ostatnie minuty starcia. Punkty Jamala Murraya i Nikoli Jokicia pomogły Bryłkom przypieczętować zwycięstwo 122:118.

SPRAWDŹ AKTUALNE KODY RABATOWE NA DUŻERABATY.PL

Jamal Murray zagrał kolejny w tym sezonie mecz życia. Młoda gwiazda Nuggets skończyła z dorobkiem 46 punktów (16/24 FG, 9/11 3PT, 5/6 FT), 6 zbiórek, 8 asyst i bloku. Dziewięć trafionych trójek to rekord kariery strzelca. Murray to niezwykle utalentowany ofensywny gracz. Mike Malone podkreślał wielokrotnie, że gdy Jamal złapie regularność, może być jednym z największych killerów w lidze. Poprzedniej nocy potwierdził słowa swojego szkoleniowca. Nuggets nie przestają wygrywać pomimo braku w rotacji Gary’ego Harrisa i Willa Bartona, czyli dwójki kluczowych postaci składu. Do gry po 8-meczowej absencji wrócił Paul Millsap, ale spędził na parkiecie tylko 14 minut. Po stronie Phoenix Suns dobrze zaprezentował się DeAndre Ayton notując najlepsze w karierze 33 punkty (16/20 FG), 14 zbiórek i 4 przechwyty.

Zobacz także: NBA ostrzegła zespoły
fot. Matthew Stockman/Getty Images
Michał Kajzerek
@mkajzerek