Koszykarze Mike’a Malone’a o znaleźli w sobie podobny rodzaj motywacji, co gracze Doca Riversa w ostatnim meczu z Golden State Warriors. Denver Nuggets wrócili do gry będąc już w bardzo głębokim dole i wyrównali stan rywalizacji.

 

Jamal Murray obiecywał, że na drugi mecz serii z San Antonio Spurs wyjdzie znacznie lepiej przygotowany. Zaczął od 0/8 i jego drużyna przegrywała już 19 punktami. Nadal jednak miał wystarczająco dużo czasu, by podnieść się z kolan i udowodnić nam, że jest na ten moment gotowy. Zrobił to w czwartej kwarcie, gdy zdobył 21 oczek i poprowadził come-back swojego zespołu w efekcie dając mu pierwszą wygraną w play-offach. Nuggets byli mocno zagrożeni totalną kompromitacją i utratą przewagi parkietu. Gospodarze zamknęli mecz runem 55:27 – całkiem imponujące biorąc pod uwagę klasę rywala, z jakim się mierzyli.

SPRAWDŹ AKTUALNE KODY RABATOWE NA DUŻERABATY.PL

Gregg Popovich był wściekły na swoich graczy. Ci pozwolili rywalowi rzucić w czwartej kwarcie aż 39 punktów. Trener Mike Malone z kolei chwalił Murraya, którego w połowie meczu wziął na bok i w rozmowie poprosił, by ten uwierzył we własne umiejętności. Strategia obu panów zadziałała perfekcyjnie, bo Bryłki skończyły zawody wygraną 114:105, a Jamal zanotował na swoje konto 24 punkty (8/17 FG, 2/3 3PT, 6/7 FT), 2 zbiórki, 4 asysty i przechwyt. W trakcie ostatnich dwunastu minut, gdy Murray zdobywał 21 oczek, Spurs tylko bezradnie przyglądali się, jak sypie się wszystko, co w pierwszej połowie tak mozolnie budowali. Na kolejne dwa mecze seria przenosi się do Teksasu.

Zobacz także: Dla Cousinsa to koniec
fot. Matthew Stockman/Getty Images
Michał Kajzerek
@mkajzerek