Z 0-2 na 3-2, nie spodziewał się tego zapewne nikt poza kibicami Toronto Raptors. Po dwóch gongach na początku serii, ekipa Nicka Nurse’a podniosła się z wielką klasą, prezentując kompleksową koszykówkę po obu stronach parkietu.

 

Po raz pierwszy w tym sezonie Milwaukee Bucks przegrali trzy mecze z rzędu i do spotkania numer sześć przystąpią z nożem na gardle. Jak sobie z wyzwaniem poradzą? Gdy Giannis Antetokounmpo przestał kręcić szalone liczby, nagle Bucks zaczyna wszędzie brakować odpowiedzi. Poprzedniej nocy udało im się szybko wyjść na 14-punktowe prowadzenie, co sugerowało, że sobie z Toronto Raptors – przed własną publicznością – poradzą. Jednak goście po falstarcie wrzucili drugi bieg, co wyraźnie podopiecznych Mike’a Budenholzera zaskoczyło. Poza tym Kawhi Leonard po godzinach spędzonych z fizjoterapeutami wyglądał, jakby seria dopiero się rozpoczynała.

SPRAWDŹ AKTUALNE KODY RABATOWE NA DUŻERABATY.PL

W ostatnich dwóch meczach kluczową rolę odegrała także ławka rezerwowych Raptors. Tym razem na tle kolegów wyróżniał się Fred VanVleet kończąc z dorobkiem 21 punktów i 7/9 z dystansu. Dokładnie takiego uderzenia Raps potrzebowali, by wprowadzić element zaskoczenia. W samej końcówce najpierw Malcolm Brogdon jako ostatni dotykał piłki przy walce o posiadanie, a Pascal Siakam zamienił kolejną akcję na dwa punkty, co dało Raptors prowadzenie 102:97, którego już nie oddali. Oczywiście najlepszym graczem na parkiecie był Kawhi Leonard. Zanotował na swoje konto 35 punktów (11/25 FG, 5/8 3PT, 8/9 FT), 7 zbiórek, 9 asyst i 2 przechwyty. Antetokounmpo skończył z 24 oczkami (9/18 FG, 2/3 3PT, 4/9 FT), 6 zbiórkami i 6 asystami. Mecz nr 6 w Toronto.

Zobacz także: Wszystko dla Leonarda
fot. Vaughn Ridley/Getty Images
Michał Kajzerek
@mkajzerek