Doczekaliśmy się! Mamy pierwsze zwycięstwo drużyny, która po dwóch meczach była raczej skazywana na pożarcie. Toronto Raptors po dwóch dogrywkach ograli Milwaukee Bucks i przedłużyli swoje nadzieje na awans do wielkiego finału.

 

Gospodarze wykonali w tym meczu kawał ciężkiej pracy. Szczęśliwie dla Pascala Siakama, który mógł zakończyć tę noc znacznie szybciej, Kawhi Leonard miał zagospodarowane mnóstwo energii. W drugiej dogrywce lider Raptors zdobył 8 punktów, co było decydujące dla ostatecznego rozstrzygnięcia. Po meczu Kawhi przyznał, że czuje zmęczenie 52-minutowym starciem, ale nie ma wymówek, w walce o życie takie rzeczy nie mają znaczenia. Raptors wygrali 118:112 i w meczu numer cztery spróbują doprowadzić do remisu. Zatem jeśli mamy się jeszcze ekscytować finałami na wschodzie, to kolejne starcie będzie dla nich kluczowe.

SPRAWDŹ AKTUALNE KODY RABATOWE NA DUŻERABATY.PL

Giannis Antetokounmpo przyznał, że to po prostu nie był najlepszy mecz jego drużyny i stać ją na znacznie więcej. Na 7,4 sekundy przed końcem, Siakam spudłował dwa rzuty wolne, które mogły zakończyć dla Raptors mecz. Naprawił swój błąd w drugiej dogrywce blokując rzut Brooka Lopeza. W jego efekcie Leonard trafił lay-upa, który zapewnił Raptors prowadzenie 114:110. Dla Bucks to pierwsze zwycięstwo od pięciu wyjazdów. Kawhi w te 52 minuty koszykówki zanotował 36 punktów (11/25 FG, 2/4 3PT, 12/13 FT), 9 zbiórek, 5 asyst, 2 przechwyty oraz blok. 16 punktów, 12 zbiórek Marca Gasola. Generalnie jednak Raps znów za bardzo oparli się na tym, co zrobi dla nich Kawhi. Mecz nr 4 także w Toronto.

Zobacz także: Nowy Orlean w euforii
fot. Mark Blinch/NBAE via Getty Images
Michał Kajzerek
@mkajzerek