Portland Trail Blazers wykorzystali poprzedniej nocy przewagę własnego parkietu i po zaciętym i bardzo intensywnym pojedynku zapisali na swoje konto zwycięstwo numer jeden w serii z Oklahomą City Thunder. Do odpowiedzialności poczuł się lider.

 

To z góry była jedna z najlepiej zapowiadających się serii play-offów. Kolorytu nadawała jej rywalizacja Damiana Lillarda z Russellem Westbrookiem. Poprzedniej nocy drużyny spotkały się po raz pierwszy na parkiecie w Portland. I w końcu po ośmiu z rzędu porażkach w fazie play-off, poprzedniej nocy Blazers skutecznie wykorzystali wszystkie swoje atuty przeciwko groźnemu przeciwnikowi. Rok temu sweepem zakończyli rywalizację z New Orleans Pelicans, a dwa lata temu po czterech meczach oddali awans Golden State Warriors. W pierwszej połowie OKC przegrywało już 19 punktami. Goście byli się w stanie podnieść i w samej końcówce zeszli do 92:93 po trójce Paula George’a, który zagrał pomimo walki z obolałym ramieniem.

SPRAWDŹ AKTUALNE KODY RABATOWE NA DUŻERABATY.PL

W odpowiedzi Damian Lillard trafił trudny rzut z dystansu, a przewagę pomógł Blazers powiększyć Al-Farouq Aminu nie myląc się z linii rzutów wolnych. Na 8,2 sekundy przed końcem PG13 raz jeszcze przymierzył za trzy redukując stratę do 3 oczek, ale tego gospodarze nie pozwolili sobie wydrzeć i wygrali 104:99. W czwartej kwarcie niegroźnego urazu kostki doznał Westbrook. Mamy jednak nadzieję, że nie będzie kosztowało to Russella kolejnego meczu, ponieważ seria zdecydowanie straciłaby na atrakcyjności. Najlepszym graczem na parkiecie bez wątpienia był Lillard kończąc z dorobkiem 30 punktów (9/21 FG, 5/11 3PT, 7/8 3PT), 4 zbiórek, 4 asyst i 3 przechwytów. Dzielnie wspierał go Enes Kanter zapewniając od siebie 20 oczek (8/15 FG) i 18 zbiórek. Drugi mecz serii także w Moda Center.

Zobacz także: Jak Augustin przyćmił Leonarda
fot. Matthew Stockman/Getty Images
Michał Kajzerek
@mkajzerek