W pierwszym meczu przed własną publicznością Washington Wizards wręcz zdominowali Toronto Raptors wygrywając po raz pierwszy w serii. Z bardzo dobrej strony zaprezentował się John Wall. Nie ma już śladu po jego kontuzji kolana.

 

Tuż przed meczem zastanawiano się, czy Marcin Gortat wyjdzie w pierwszej piątce. Rzekomo trener Scott Brooks zastanawiał się nad zastąpieniem zawodnika Mikem Scottem. Ostatecznie Polak pozostał w wyjściowym składzie swojej drużyny i rozegrał bardzo dobre spotkanie. W 26 minut zanotował 16 punktów (8/10 FG) i 5 zbiórek. Był to jego pierwszym mecz po pozbyciu się irokeza, więc zmiana przyniosła mu zadowalający rezultat. Jednak przewaga, którą stworzyli w tym meczu Wiz, oparła się na dwójce graczy z obwodu. John Wall i Bradley Beal na własnym parkiecie czuli się znacznie bardziej komfortowo i dostarczyli grę przesądzającą o zwycięstwie.

Zobacz produkty, które wybraliśmy dla Ciebie!

Rozgrywający skończył z imponującym double-double 28 punktów (12/23 FG), 14 asyst, 6 zbiórek i 4 przechwyty. Z kolei Beal dołożył kolejne 28 oczek (10/19 FG, 4/9 3PT), 4 zbiórki, 4 asysty i 3 przechwyty. Mecz gospodarze rozstrzygnęli w przekroju drugiej i trzeciej kwarty, budując stabilne dwucyfrowe prowadzenie. Obrona Toronto Raptors nie potrafiła sobie poradzić z intensywnością gry narzuconą przez obwód przeciwnika. Tylko 23 punkty (10/22 FG) DeMara DeRozana i 19 oczek Lowry’ego. Może to wypadek przy pracy Raptors, ale tak czy inaczej zostali wystawieni na próbę. Jako zespół grający z pierwszego miejsca w konferencji, potrzebują na dominację Wizards odpowiedzieć.

Zobacz także: Meme Team!
fot. Joe Murphy
@mkajzerek
Michał Kajzerek