Golden State Warriors awansowali do finału po zaledwie czterech meczach rywalizacji z Portland Trail Blazers. Na sam koniec zaserwowali sobie dogrywkę i kolejny come-back utrzymując tradycję powrotów. Teraz mogą chwilę odpocząć.

 

Mimo wszystko to nie był dla Golden State Warriors spacerek. Z tym że Portland Trail Blazers sami są sobie winni, bo gdy w trzech meczach z rzędu wychodzisz na 17/18 punktowe prowadzenie i za każdym razem je tracisz, to coś jest z Tobą bardzo nie w porządku. Ostatecznie Portland Trail Blazers nie potrafili dotrzymać kroku GSW po wyjściu z szatni. Mieli znakomitą serię w pierwszej części gry, a potem już przygasali, oddając inicjatywę rywalowi. Poprzedniej nocy doprowadzili do dogrywki, choć lay-up Damiana Lillarda mógł zakończyć rywalizację w regulaminowym czasie. Odbił się ostatecznie od obręczy i zrobił liderowi Blazers psikusa.

SPRAWDŹ AKTUALNE KODY RABATOWE NA DUŻERABATY.PL

W dogrywce kluczowe trafienie Draymonda Greena przechyliło szalę na stronę mistrzów, choć ostatecznie to Dame decydował, bo miał trójkę na zwycięstwo, której jednak nie trafił. Sweep stał się faktem, a poobijani Blazers skończyli sezon wściekli, że nie potrafili wykorzystać szans, choć dostali ich kilka. Curry skończył zawody mając na koncie 37 punktów (11/25 FG, 7/16 3PT, 8/9 FT), 13 zbiórek i 11 asyst, a z kolei Green zapewnił od siebie 18 punktów (7/13 FG), 14 zbiórek, 11 asyst, 3 przechwyty oraz 2 bloki. To pierwsi koledzy z drużyny, którzy zanotowali triple-double w tym samym meczu play-offów. GSW poprzedniej nocy bez Kevin Duranta, DeMarcusa Cousinsa i Andre Iguodali. Ten ostatni miał prześwietlenie, które niczego nie wykazało, nie wiadomo kiedy wróci.

Zobacz także: Mieszane uczucia
fot. Steve Dykes/Getty Images
Michał Kajzerek
@mkajzerek