Houston Rockets cały czas szukają rozwiązań dla swojego dramatycznie słabego startu rozgrywek. Poprzedniej nocy zespół na własne barki wziął James Harden, na którego odpowiedzi nie miała defensywna Indiany Pacers.

 

Ponad trzy tygodnie kibice Houston Rockets musieli czekać na zwycięstwo swojego zespołu u siebie. Po dwunastu meczach, zespół z Teksasu legitymuje się bilansem 5-7 i jest obecnie 12. drużyną zachodniej konferencji. Indiana Pacers atakowała w końcówce. Gdy na zegarze zostało 90 sekund Cory Joseph zniwelował stratę gości do 8 punktów. Szybko jednak odpowiedział Chris Paul odkładając mecz na półkę. Rockets wygrali 115:103. Po raz kolejny nieobecny był Carmelo Anthony, który wraz z zespołem stara się ustalić, jaka będzie jego rola idąc dalej w sezon. Początek tej współpracy nie przyniósł niczego dobrego.

SPRAWDŹ AKTUALNE KODY RABATOWE NA DUŻERABATY.PL

Poprzedniej nocy wyróżniającą się postacią był James Harden. MVP także szuka cały czas swojej optymalnej formy i regularności, która pozwoli mu dostarczać wtedy, kiedy zespół najbardziej tego potrzebuje. W 38 minut przeciwko Pacers zanotował na swoje konto 40 punktów (9/20 FG, 8/18 3PT, 14/15 FT), 7 zbiórek, 9 asyst, przechwyt oraz blok. Dotąd James miał spore problemy ze skutecznością trafiając na bardzo niskich 40%. Kluczem dla Rox będzie utrzymanie skuteczności rzutów za trzy i ciągła poprawa dyscypliny w obronie. W poprzednich rozgrywkach to właśnie dobra defensywa pozwalała Rockets budować swój morderczy atak.

Zobacz także: Lonzo rozumie się z LeBronem
fot. Troy Taormina-USA TODAY Sports
Michał Kajzerek
@mkajzerek