Rozgrywający Memphis Grizzlies zdaje sobie sprawę z tego, że sezon miał wyglądać dla jego drużyny zupełnie inaczej. Zamiast walki w play-offach nastąpił rozbiórka. Mike Conley mimo wszystko dobrze się bawi i bije kolejne drużyny.

 

Poprzedniej nocy do Memphis przyjechali goście z Portland, którzy wskoczyli jakiś czas temu na 3. miejsce w zachodniej konferencji. Byli więc naturalnym faworytem tego spotkania. Wszystko zmierzało w dobrą stronę, ponieważ w czwartej kwarcie Blazers prowadzili różnicą 9 oczek i można było odnieść wrażenie, że kontrolują wydarzenia na parkiecie. Mike Conley włączył jednak drugi biegi i w ostatnie 12 minut zdobył 19 punktów prowadząc swoją drużynę do zwycięstwa. Goście przegrali czwartą kwartę 25:38. Podopieczni Terry’ego Stottsa chcieli zamknąć siedmiomeczową serię wyjazdową efektownym zwycięstwem. Nie spodziewali się jednak takiego Conleya.

SPRAWDŹ AKTUALNE KODY RABATOWE NA DUŻERABATY.PL

Rozgrywający Grizzlies skończył mecz z najlepszym wynikiem w karierze zapisując na swoje konto 40 punktów (12/18 FG, 6/7 3PT, 10/15 FT), 3 zbiórki i 4 asysty. Szybki run 11:2 w czwartej odsłonie pozwolił gospodarzom doprowadzić do remisu 96:96. Na tym podopieczni Bickerstaffa nie poprzestali. 4-punktowe trafienie na 1:38 przed końcem meczu Conleya pozwoliło Grizzlies wyrwać się z remisu i budować przewagę, którą zespół przełożył ostatecznie na zwycięstwo 120:111. Co ciekawe, przy takim ułożeniu wyników (porażce Thunder i zwycięstwie Rockets), ekipy z miejsc 3-5 zachodu mają taki sam bilans (39-25). Zapowiada się interesującą końcówka sezonu.

Zobacz także: Dlaczego KD pije przez ręcznik?
fot. Andrew Dieb-USA TODAY Sports
Michał Kajzerek
@mkajzerek