Czy właśnie oglądamy narodziny wielkiego potwora? Z każdym kolejnym meczem odświeżona rotacja Philadelphii 76ers będzie się dowiadywać na swój temat coraz więcej. Poprzedniej nocy przed własną publicznością rozdeptali Los Angeles Lakers.

 

Od drugiej kwarty nastąpiła egzekucja, której goście z LA nie byli w stanie w żaden sposób uniknąć. Pierwszą połowę gospodarze zamknęli runem 19:2 prowadząc po 24 minutach 9 punktami. W trzeciej i czwartej kwarcie Philadelphia 76ers kontrolowała wszystko, co działo się na parkiecie. Talent i jakość w rotacji trenera Bretta Browna były dla rywala nie do zdarcia. Kyle Kuzma dwoił się i troił kończąc mecz z dorobkiem 39 punktów (14/21 FG, 5/8 3PT, 6/7 FT), LeBron James był bliski triple-double (18-10-9), ale Joel Embiid i spółka grali klasę wyżej ostatecznie zwyciężając 143:120 w drugim meczu po transformacjach.

SPRAWDŹ AKTUALNE KODY RABATOWE NA DUŻERABATY.PL

Nie było pewności, czy Embiid zagra z powodu zakażenia przewodu pokarmowego, ale wysoki wyszedł ostatecznie na parkiet i był absolutnie zjawiskowy kończąc spotkanie z dorobkiem 37 punktów (12/16 FG, 2/3 3PT, 11/12 FT), 14 zbiórek, 3 asyst i przechwytu. Coraz pewniej w systemie Szóstek czuje się najnowsza ofensywna broń. Tobias Harris dołożył kolejne 22 oczka (9/14 FG, 3/5 3PT, 1/2 FT), 6 zbiórek, 6 asyst i blok. Jeżeli ktokolwiek nie traktował Sixers poważnie w kontekście walki nie tylko o mistrzostwo wschodu, ale walki o pierścienie, po ostatnich aktywnościach generalnego menedżera powinien ustawić ich w drabince znacznie wyżej.

Zobacz także: KD zabił media
fot. Alyshia Tsuiy / USA Today
Michał Kajzerek
@mkajzerek