Derrick Rose wrócił po problemach z kostką i rozegrał kolejny fantastyczny mecz. Jednak to LeBron James cieszył się ze zwycięstwa swoich Los Angeles Lakers. Kibice w Staples Center dostali naprawdę ciekawe widowisko.

 

Spotkanie toczyło się do ostatnich sekund. Derrick Rose trafił trójkę na 110:111, gdy na zegarze pozostawała minuta. Stanął przed jeszcze jedną szansą w samej końcówce, gdy Kyle Kuzma wykorzystał tylko jeden rzut z linii wolnych i Minnesota Timberwolves miała szansę na doprowadzenie do dogrywki. Rose spróbował jeszcze jednego rzutu za trzy i tym razem nie miał tyle szczęścia. Dzieła dokończył Josh Hart zamykając spotkanie dwoma trafionymi wolnymi. Los Angeles Lakers obronili się przed własną publicznością i wygrali 114:110. To piąte zwycięstwo w sezonie zespołu z Miasta Aniołów. Już ósma porażka T-Wolves.

SPRAWDŹ AKTUALNE KODY RABATOWE NA DUŻERABATY.PL

Rose przyznał, że jest gotów walczyć o miano najlepszego rezerwowego ligi. Mecz przeciwko Lakers skończył ostatecznie z dorobkiem 31 punktów (11/17 FG, 7/9 3PT), 3 zbiórek i 5 asyst. Grał jednak jako wyjściowa jedynka, bo Jeff Teague leczy uraz. Rose zdołał przyćmić grającego aż 43 minuty Jimmy’ego Butlera, który sam wybiera sobie mecze w jakich zagrach i jakie odpuści. Po stronie gospodarzy wyróżniał się 3-krotny mistrz. Jamesowi zabrakło asysty do triple-double – 24 oczka (10/21 FG, 3/9 3PT), 10 zbiórek, 9 asyst i 2 bloki lidera Jeziorowców. Tym razem może być zadowolony ze wsparcia, jakie otrzymał do młodszych kolegów. Hart, Ingram i Kuzma zapewnili 20+ punktów każdy.

Zobacz także: Biblia, której potrzebowaliśmy
fot. Hannah Foslien/Getty Images
Michał Kajzerek
@mkajzerek