To była demolka w wykonaniu Johna Walla. Gdy lider rotacji w ten sposób narzuca swojej drużynie rytm, naprawdę trudno ją wtedy powstrzymać. Poprzedniej nocy Wizards przed własną publicznością czekało wyjątkowo trudne zadanie.

 

Ekipa z Waszyngtonu przegrała cztery poprzednie mecze, dlatego bardzo zależało im na tym, by się odkuć i wrócić do pogoni za najlepszą ósemką wschodu. Zadanie było szczególnie trudne, bo do DC przyjechał LeBron James ze swoimi Los Angeles Lakers. Okazało się jednak, że diabeł nie taki straszny jak go malują i LBJ rozegrał jeden z najsłabszych meczów od lat notując na swoje konto zaledwie 13 punktów i 5/16 z gry. W trzeciej kwarcie gospodarze wyszli na ponad 27-punktowe prowadzenie i nie było mowy, by pozwolili Lakers cokolwiek zrobić. Ostatecznie Wizards pokonali mocnego rywala 128:110.

SPRAWDŹ AKTUALNE KODY RABATOWE NA DUŻERABATY.PL

Wall zagrał genialne spotkanie. Zarówno kibice, koledzy, jak i sztab oczekują od niego regularnej gry na właśnie takim poziomie. Lider rotacji w 42 minuty spędzone na parkiecie zdobył 40 punktów (16/27 FG, 4/8 3PT, 4/6 FT), 6 zbiórek, 14 asyst, 3 przechwyty i 2 bloki. To najlepszy indywidualny występ Walla w tym sezonie – sezonie wyjątkowo nieznośnym dla Wizards. Zespół z DC cały czas walczy ze swoimi demonami. Są na 11. miejscu w konferencji legitymując się bilansem 12-18. Potrzebują serii zwycięstw, by nie tyle złapać, co wyraźnie podgonić ekipy walczące na wschodzie o play-offy. Tymczasem powoli zbliżamy się do półmetka sezonu.

Zobacz także: Ariza się doczekał
fot. Will Newton/Getty Images
Michał Kajzerek
@mkajzerek