Mistrzowie nie mieli poprzedniej nocy obrony na środkowego Charlotte Hornets – Dwighta Howarda. Grając nadal bez Stephena Curry’ego, ponieśli ósmą porażkę w sezonie. Mimo to nadal pozostają na szczycie zachodniej konferencji.

 

To była po prostu noc Dwighta Howarda. Środkowy wyszedł na parkiet w znakomitej dyspozycji i wykorzystał to prowadząc swoją drużynę do dopiero trzynastego zwycięstwa w sezonie. Charlotte Hornets mieli w bieżących rozgrywkach włączyć się do walki o play-offy, ale do tej pory drużyna mierzyła się z własnymi niedoskonałościami. Grają bardzo nierówno po obu stronach parkietu. Na domiar złego, od jakiegoś czasu poza zespołem jest trener Steve Clifford, który zmaga się z problemami zdrowotnymi. Nie wiadomo kiedy szkoleniowiec powróci do drużyny. Tymczasowym pierwszym trenerem został Paul Silas.

Zobacz produkty, które wybraliśmy dla Ciebie!

Hornets w Oakland byli rzecz jasna skazywani na pożarcie, ale w obronie mistrzowie byli zdecydowanie za bardzo rozluźnieni. Można było odnieść wrażenie, że odrobinę zlekceważyli przeciwnika i ten wyczuł, że ma szansę na zwycięstwo. Golden State Warriors nadal radzili sobie bez swojego rozgrywającego – Stephena Curry’ego. Howard dominował kompletnie, kończąc noc z dorobkiem 29 punktów (10/15 FG), 13 zbiórek, 7 asyst i 2 przechwytów. Ale co zaskoczyło najbardziej, to jego skuteczność z linii rzutów wolnych. Center w przekroju całej kariery ma z tym duże problemy, a poprzedniej nocy trafił 9/12 FT!

To było dopiero trzecie zwycięstwo na wyjeździe zespołu z Północnej Karoliny. Steve Kerr postanowił dać Jordanowi Bellowi szansę w bezpośrednim pojedynku z Dwightem, ale ten po prostu pokonał go siłą. Nie pomógł ofensywny popis Draymonda Greena, który rozdał aż 16 asyst! Warriors po prostu brakowało defensywy. Razem z Howardem, aż pięciu innych graczy Hornets skończyło z 11 punktami lub więcej. Poza tym goście zrobili aż 32 punkty po stratach GSW. W drugiej połowie spokojnie kontrolowali grę, cały czas trzymając Warriors na dystansie. Takiego Howarda w Charlotte potrzebują znacznie częściej.

Zobacz także: Wall: gramy dla statystyk
fot. Jeremy Brevard
Michał Kajzerek
@mkajzerek