Wszystko wskazuje na to, że Golden State Warriors najgorsze mają już za sobą. Zespół z miesiąca na miesiąca prezentuje się coraz lepiej i jeśli nie wydarzy się kolejne trzęsienie – do play-offów przystąpią w optymalnej formie, a to złe wieści dla rywali.

 

Poprzedniej nocy Golden State Warriors grali w Waszyngtonie. Ekipa Wizards po utracie Johna Walla zaczęła gonić czołową ósemkę (hmm…). Bradley Beal wierzy, że jego drużyna zakończy sezon regularny z awansem do fazy posezonowej. Ciągle mają na to spore szanse. Potrzebują jedynie serii zwycięstw. W starciu z mistrzami mogli jednak z góry założyć, że ten mecz nie potoczy się po ich myśli. Zwłaszcza biorąc pod uwagę to, jaką Warriors w ostatnich tygodniach złapali formę. Wygrana w DC to już ich dziewiąte zwycięstwo z rzędu. Poprzedniej nocy długo kontrolowali przewagę, ale na 7 minut przed końcem pozwolili zejść Wizards do -2 (106:108).

Pamiętajcie, że pod tym linkiem mamy dla Was kod na dodatkowe -20% na Nike.com!

Szybko jednak odpowiedzieli runem 9:0 (po punktach McKinniego, Livingstona i Looneya), który zapewnił im przewagę decydującą o losach spotkania (126:118). Warriors korzystali z zaproszenia i zamiast skupiać się na egzekucji za trzy, sporo wjeżdżali pod kosz wykorzystując fakt, że defensywa rywala koncentrowała się na zatrzymaniu strzeleckich popisów, np. Klaya Thompsona. W efekcie GSW oddali tylko 20 rzutów za trzy, trafiając 7. Stephen Curry skończył z linijką 38 punktów (14/24 FG, 2/8 3PT, 8/8 FT), 4 zbiórki, 3 asysty i przechwyt. 70 punktów GSW było z pomalowanego. To pokazuje, z jaką łatwością mistrzowie przechodzą pomiędzy różnymi filozofiami.

Zobacz także: Hack-a-Jordan już nie działa
fot. Rakuten
Michał Kajzerek
@mkajzerek