Oklahoma City Thunder i Portland Trail Blazers zmierzyli się w jednym z najważniejszych pojedynków końcówki sezonu i ciężar gatunkowy tego pojedynku jak najbardziej udźwignęli. Damian Lillard dwoił się i troił dla swoich kolegów.

 

Takie mecze to dobra zapowiedź play-offów. Mamy dwie wielkie drużyny, które chcą zdetronizować obecnie nam panujących i mamy wielkich graczy, którzy prowadzą je do zwycięstw. Kluczowa była nie tylko walka o przewagę parkietu, ale potwierdzenie swojej wyższości nad sąsiadem z tabeli. Pomiędzy Blazers, Thunder i Rockets toczy się niezwykle zacięty pojedynek o przewagę parkietu w pierwszej rundzie play-offów. Niewykluczone, że ekipy z Portland i Oklahomy stworzą parę już w pierwszej rundzie rywalizacji. Jeśli każdy mecz będzie wyglądał jak ten z poprzedniej nocy, nie będziemy mieli wobec takiego scenariusza nic przeciwko.

SPRAWDŹ AKTUALNE KODY RABATOWE NA DUŻERABATY.PL

Przy stanie 113:111 dla Thunder, Skal Labissiere, którego Billy Donovan wybrał z ławki Blazers, by wykonywał rzuty wolne po zamieszaniu pomiędzy Paulem Georgem i Jusufem Nurkiciem (wyrzucony z parkietu, dlatego nie mógł rzucać), nie trafił obu prób. Jednak przy próbie zbiórki faulowany był Al Faroug Aminu! Ten wykorzystał oba rzuty i na 2,9 sekundy przed końcem mieliśmy remis. OKC przy finałowym posiadaniu piłkę po podaniu do Westbrooka. Blazers mieli 1,9 sekundy, ale długi rzut Damiana Lillard spotkał się tylko z tablicą. W dogrywce skuteczniejsi byli już Thunder wygrywając 129:121. Dame zanotował jednak najlepszą linijkę kończąc z 51 punktami (15/28 FG, 3/10 3PT, 18/20 FT), 5 zbiórkami, 9 asystami, przechwytem i 2 blokami.

Zobacz także: Mitchell gra jak natchniony
fot. Alonzo Adams-USA TODAY Sports
Michał Kajzerek
@mkajzerek