Okoliczności wskazywały na to, że Los Angeles Clippers – choć grając na wyjeździe – są faworytem starcia z Washington Wizards. Jednak John Wall oraz Bradley Beal tym razem byli efektywni, co jak się okazuje ma dla całego zespołu decydujący wpływ. No popatrz.

 

To był także powrót do DC Marcina Gortata. Polak w 15 minut na parkiecie zanotował 9 punktów i 7 zbiórek. Co ciekawe, Washington Wizards w drugiej kwarcie spotkania przegrywali już 24 punktami. Można było odnieść wrażenie, że ponownie złożą broń i nie znajdą w sobie wystarczająco dużo motywacji, by wrócić do gry. Na domiar złego kibice zaczęli na nich buczeć. Okazało się, że da się; że można. John Wall oraz Bradley Beal podjęli rękawice i poprowadził swój zespół do szóstej wygranej w sezonie. Liderzy rotacji dostali także konkretne wsparcie od Jeffa Greena. W ostatniej kwarcie każdy z wymienionej trójki zdobył po 10 oczek i gospodarze wygrali 39:23, czym przesądzili o swoim zwycięstwie 125:118.

SPRAWDŹ AKTUALNE KODY RABATOWE NA DUŻERABATY.PL

Wizards udało się także przerwać serię, bowiem Clippers przyjechali do DC po szóstą wygraną z rzędu. Wall w 41 minut zanotował na swoje konto 30 punktów (9/24 FG, 5/12 3PT, 7/10 FT), 8 asyst, 4 zbiórki, 2 przechwyty i 2 bloki. Skuteczność z gry i selekcja rzutów nadal pozostawia w jego przypadku wiele do życzenia, ale 9/24 poprzedniej nocy po prostu wystarczyło. Beal dołożył 27 oczek (8/17 FG, 0/3 3PT, 11/14 FT) i 7 asyst. W kolejnym meczu Wizards zmierzą się na wyjeździe z Toronto Raptors, więc nie będzie taryfy ulgowej. Jeszcze przed rozpoczęciem sezonu Beal mówił, że Wizards są na tym samym poziomie, co ekipy z Toronto, czy Bostonu, więc przy okazji kolejnego starcia będą mogli to udowodnić.

Zobacz także: Durant nawrzeszczał na kibiców
fot. Ned Dishman
Michał Kajzerek
@mkajzerek