Przyjeżdżając z Polski do Bostonu wszystko wydawało mi się ogromne, a życie zbyt szybkie. Wracając tu z Nowego Jorku czuję ulgę, że w końcu nie otacza mnie tłum, a droga na mecz nie zajmuje godziny jazdy metrem, tylko dwadzieścia minut spaceru. Dzisiaj święto dla kibiców Celtics – mecz z Lakers.

 

Zmiany

Niedawno Patriots w odwiecznej wojnie z L.A. znacząco przechylili szalę na korzyść drużyn ze wschodniego wybrzeża. Zapewne konferencje prasowe zdominują jednak pytania o transfery dokonane przed godziną 15:00. Jeszcze niedawno rozmawiałem o Gortacie z Garrettem Temple, o tym w jak dobrym zespole jest Marcin. Kilka dni później Polak zostaje (póki co!) bez pracy, a Temple ląduje właśnie w Clippers, którzy z drużyny w formie play-off przeszli na kurs tankowania i czyszczenia budżetu. Szok.

Oblężenie meczu przez prasę każdego kalibru jest niebywałe. Podczas poprzednich spotkań spokojnie siadałem w głównym press roomie i nikt mnie nie niepokoił. Teraz na moim miejscu powieszono tabliczkę z napisem L.A. Times. Dziewiąte piętro pod kopułą hali zajmuje dziś około trzydziestu dziennikarzy z całego świata.

10 years challenge

Wróćmy jednak bliżej parkietu, przy linii bocznej spotkanie po latach: Kevin Garnett, Rajon Rondo i… Mettta World Peace. Dziwnie widzieć Rondo w barwach Lakers. KG by docenić swojego byłego kolegę z zespołu ubrał jersey Celtów z numerem dziewięć na plecach. Wielu pracowników organizacji Celtics podchodziło by przywitać się z Kevinem, ten każdego wyściskał, wypytał o rodzinę, zdrowie i za każdym razem powtarzał, I’m back home. Sentymentalne podróże wraz z programem KG Arena 21 widocznie mu służą. Ostatnim razem odwiedził przecież organizację Wolves.

Garnett podczas rozmów prywatnych zachowuje się tak jak na parkiecie, gestykuluje, głośno pokrzykuje, stawia siebie w centrum wydarzeń. Rondo bardziej wyciszony, w wywiadzie wspominał, że bycia liderem uczył się właśnie od Big Ticketa. Schodząc do tunelu bez problemu podpisał mi książkę i przybił piątkę.

I kto tu rządzi?

LeBron James trzyma pilota w szatni Lakers, a przynajmniej to on decyduje jaka muzyka leci właśnie z głośników, a w dodatku sam głośno podśpiewuje podczas rozciągania. Celtowie przygotowują się do gry tak jak zawsze, w ciszy i spokoju. Bez muzyki. Oglądając Jamesa na ekranie komputera nigdy nie zdawałem sobie do końca sprawy jak wielkim jest facetem. Pancerz mięśni skutecznie chronił go przez tyle lat kariery.

Pierwszy raz LeBron przyjechał do Bostonu nosząc złoto i purpurę. Gracza tak dobrego musimy kryć zespołowo, jako drużyna. – powiedział Brad Stevens przed spotkaniem.

Buczenie przywitało wbiegających na parkiet zawodników z Los Angeles. Takiej oprawy jeszcze na meczu w TD Garden nie widziałem. Specjalnie przygotowany film z poprzednich starć z L.A został wyświetlony na telebimie, w rolach głównych Bill Russell, Red Auerbach, Larry Bird, Paul Pierce i Kevin Garnett.

Obserwacje z meczu:

– LeBron kontra Kyrie w pierwszej punktowej akcji Celtów. W późniejszych fragmentów meczu Irving też szuka pojedynków indywidualnych z Jamesem, ale oprócz spektakularnego kozła nie przynosi to wiele jeśli chodzi o korzyść dla Celtics.

– James nie ma łatwego życia w TD Garden, każdy kontakt z piłką skutkuje buczeniem trybun, nietrafiony osobisty czy faul – brawami.

– Pewności siebie jednak mu nie brakuje, po dwóch przestrzelonych osobistych w kolejnej akcji zdecydował się rzucić trójkę z kilometra… również niecelną.

– Zawodnicy mistrzowskich Patriots tłumnie stawili się na trybunach.

– W trzeciej kwarcie co Lakers rzucali w stronę kosza, to wpadło. Opór kanonadzie zza łuku dawał jedynie Daniel Thais, grając doskonałe zawody po obu stronach parkietu. Walka o bezpańskie piłki, zaangażowanie w obronę i przede wszystkim punkty dostarczane wtedy, kiedy ich naprawdę brakowało .

– Czy to już rozpoczął się All-Star Weekend? Obrony jak na lekarstwo, wynik do przerwy 99:93 dla L.A. Krycie strefy ttrzyppunktowej przez Boston to kompromitacja, co potwierdził na konferencji pomeczowej Brad Stevens

Czwartą kwartę proszę obejrzeć

Nie będę opowiadał Wam czwartej kwarty, bo trzeba ją obejrzeć samemu. Cieszę się, że miałem okazję być na tym spotkaniu, posłuchać dudniące na całą halę Beat L.A. i poczuć ciarki na skórze gdy pokazywano motywującego publiczność Garnetta. Z ośmiu meczów, które widziałem w U.S.A, siedząc na domowej kanapie przy League Passie zapewne przełączyłbym siedem z nich, ale batalia Lakers z Bostonem zrekompensowała wiele.

Kyrie Irving, a bycie liderem

Czy Rajon Rondo jest liderem? Zdecydowanie tak, to gracz, który dominował spotkania nie oddając rzutu, gdy mówił pozostali gracze, łącznie z gwiazdami zespołu, przychodzili posłuchać. Zawsze uważał, że ma rację, co sprawiało, że nie nadawał się do każdej szatni i systemu, ale wciąż pozostawał postacią alfa.

Czy LeBron jest liderem? Facet podnosi drużyny z upadku by ponownie pogrążyć je w niebycie. Szatnię, grę, ligę… wszystko potrafi ustawić pod to, czego chce.

Czy Kyrie jest liderem?

Tego nie wiem. Są mecze, gdy po prostu nie idzie i już, taki rozegrał dzisiaj Irving. Bardzo chciał się pokazać, skonfrontować z Lakers (LeBronem) przed własnymi kibicami. Szukał izolacji z Jamesem, jego marna skuteczność doprowadziła do zniwelowania ogromnej przewagi gospodarzy. W trzeciej kwarcie zespół w grze trzymał Daniel Theis (!), w czwartej Kyrie usiadł i Boston na prowadzenie przywrócił Rozier z Brownem. Ostatnie sześć minut Kyrie zagrał naprawdę doskonale, trafiając istotne rzuty. Patrząc na graczy Celtics wydaje mi się jednak, że Irving nie jest w tej szatni liderem. Ten sam zestaw graczy był przecież o krok od finałów NBA, i  tacy koszykarze jak Brown, Rozier, Tatum wiedzą, że nie potrzebowali wtedy wsparcia Irvinga.

Gratulacje dla Lakers, którzy po ostatnich transferach i potężnej porażce potrzebowali tego rodzaju sukcesu. Brawo dla Rondo za świetny powrót do domu. Czemuś nie rzucał tak trójek w finałach z Lakers w sezonie 2009-2010?

Grzegorz Szklarczuk