Czas przed meczem spędziłem na Coney Island, fragmencie Brooklynu słynnym z plaży i lunaparków. Nie ma nic smutniejszego niż obraz widowiskowych dekoracji opuszczonych po sezonie przez turystów. Podobnie jest z Knicks, hala jest piękna, ale grać nie ma komu.

 

Coney Island zapewnia dwa rodzaje rozrywki, pierwszy to hot-dogi firmy Nathans Famous, która organizuje coroczny konkurs w jedzeniu tegoż dania na czas. Drugą atrakcją jest sideshow, dawniej dosadnie zwany freak show. Połykacz mieczy, kobieta z brodą, pogromca węży, innymi słowy – specyficznie utalentowani ludzie występują na scenie, w sam raz jak skład Lakers: Beasley, Rondo, Lance Stephenson.

W Klatce

Piętnaście stopni, słoneczko, piękna pogoda do grania pomyślałem i po Coney Island odwiedziłem jedno ze słynnych nowojorskich boisk ulicznych, The Cage na rogu Washington Square. I nie zawiodłem się, właściwie to bawiłem się znacznie lepiej niż na ostatnich meczach Nets i Knicks razem wziętych. Nazwa Klatka nie jest przypadkowa, boisko jest małe, otoczone siatką, podwojony w rogu  gracz naprawdę nie ma dokąd uciec. Zasady panują tu proste, chcesz grać, musisz odczekać swoje i przede wszystkim wygrywać. Kolor skóry, ubiór, wiek- to nie ma żadnego znaczenia, liczą się tylko umiejętności. W jednym zespole grał czarnoskóry pan po pięćdziesiątce i chudziutki chłopak o aparycji wczesnego Justina Biebera.

Walka na boisku była twarda, wszystko toczyło się na dużej prędkości. Fizyczność zdecydowanie dominowała nad finezją, gra jeden na jeden nad podaniami. Zza siatki mecz obserwował tłumek około dwudziestu kibiców, głośno reagujący na boiskowe wydarzenia. Myślę, że wielu czytelników MVP mogłoby spokojnie spróbować swoich sił w The Cage, wystarczy spora doza pewności siebie i odpowiednie umiejętności w trash talk – to czy trafiasz do siatki schodzi wtedy na dalszy plan.

MSG ostatni raz

Już więcej nie zjem tego pysznego jedzenia za osiem dolarów, nie wjadę windą na ostatnie piętro najsłynniejszej hali świata by oglądać występy żenująco słabych w tym sezonie Knicks. Szatnia Detroit wyjątkowo spokojna, Zaza swoim cielskiem zajmował pół pomieszczenia skrupulatnie się rozgrzewając. Jose Calderon poukładał rzeczy w kostkę, wygładził płaszcz i zgodził się na chwilę rozmowy.

Rozmowa z Jose Calderonem:

MVP Magazyn: Pamiętam Cię z EuroBasketu 2009 w Polsce, gdzie występowałeś w nietypowej dla siebie roli…

Jose Calderon: Tak, byłem kontuzjowany i nie mogłem grać, dlatego przyjechałem jako komentator hiszpańskiej telewizji, to było ciekawe doświadczenie, miałem z tego dużo frajdy.

MVP Magazyn: Może to jakiś sposób na sportową emeryturę?

J.C: Jeszcze o tym nie myślę, koncentruję się na kolejnych spotkaniach, cieszę się wciąż czasem, który mam  przed sobą w NBA.

MVP Magazyn: Pamiętasz coś szczególnego z Polski?

Jose Calderon: To był jedyny raz na turnieju miałem dużo wolnego czasu, a co za tym idzie dużo czasu na zabawę.

MVP Magazyn: Jakieś doświadczenie z długiej kariery szczególnie zapadło Ci w pamięć?

Jose Calderon: Nie ma jednej takiej rzeczy, sam fakt, że moja kariera trwa już tyle lat jest godny wyróżnienia. W każdej organizacji były momenty, które będę zawsze pamiętał.

 

Chiński Nowy Rok…

… zawitał do MSG: reklamy pierożków, chiński rap i gracze Knicks składający życzenia, taki zestaw miał przekonać mieszkańców Chinatown do częstszych wizyt na meczach. Jako, że nadchodzący rok, to rok świni, kibice zgadywali także imiona słynnych prosiaków pojawiających się na telebimie. Pumba.. Brawa. Peppa. Brawa. Prosiaczek. Brawa.  Zamiast cheerleaderek w przerwie zaprezentowano  tradycyjny  taniec smoka i lwa, co sądząc po niemrawej reakcji fanów nie wszystkim przypadło do gustu.

 

Obserwacje z meczu:

  • tym razem cała trójka sprowadzona z Dallas została włączona do pierwszej piątki.
  • Bardzo dobra skuteczność z gry obu zespołów w pierwszej kwarcie, 36:28 dla Detroit. 60% za trzy Knicks, 50% Pistons.
  • Obrona pick and roll przez parę udzielającą nam dziś wywiadów, Calderon-Pachulia, to katastrofa. Łącznie panowie na parkietach NBA spędzili już 28 lat i nie nadążają za młodszymi rywalami. Efekt to szaleństwa Robinsona i pogoń Knicks.
  • Detroit to drużyna Griffina, może już nie tak spektakularnego jak za czasów Lob City, ale zdecydowanie wszechstronniejszego. Większość punktów uzbierał jednak w pierwszej odsłonie meczu
  • Pierwszy raz w ciągu trzech meczów słyszałem kibiców Knicks buczących na drużynę przeciwną, a nie własnych zawodników.
  • Dennis Smith Jr. przedstawił się należycie miejscowej publice. Materiał na gwiazdkę i dostarczyciela punktów z pewnością jest. Na drugim biegunie znajduje się Reggie Jackson.

Koniec

Biorąc pod uwagę obecny kurs zawodników ustanowiony przez Lakers, Knicks w obecnym składzie trzeba by w  całości wytransferować by pozyskać z Nowego Orleanu Davisa. Razem z trenerem, szatniarzem i wszystkimi darmowymi koszulkami. Zostawmy publiczności tylko nieszczęsnego Kantera, którego ciągle się domaga.

Szatnia

Przed meczem umówiliśmy się z Zazą, że poświęci mi chwilę po końcowym gwizdku, i rzeczywiście zaczekał w szatni na koniec konferencji prasowej. To wielki, kanciasty chłop, zahartowany w podkoszowej walce. Ramię z dyktafonem musiałem wyciągać wysoko do góry by w ogóle zarejestrować to co mówi dwukrotny mistrz NBA. Efekty sprawdzicie TUTAJ.

Grzegorz Szklarczuk