Się porobiło. Sezon Los Angeles Lakers zakończył się fiaskiem, jednak przez cały czas było coś, co sprawiało, że kibice Lakers nie tracili nadziei – Magic Johnson i jego plan na tę drużynę. Dziś nie ma już w Lakers Magica. Jutro prawdopodobnie nie będzie w niej także sztabu szkoleniowego.

 

Jeśli Waszym pierwszym skojarzeniem po usłyszeniu tej wiadomości była kłótnia w zarządzie, czy zbyt wysokie oczekiwania, jesteście w błędzie. Właścicielka Lakers, Jeanie Buss, w momencie ogłaszania przez Magica Johnsona ustąpienia ze stanowiska nie miała jeszcze o niczym pojęcia.

Jeanie nie wie, że stoję tutaj i rozmawiam z Wami. Ktoś musi jej to powiedzieć, bo wiem, że nie dam rady stanąć z nią twarzą w twarz i jej to przekazać.

Co więc skłoniło Magica do podjęcia takiej, a nie innej decyzji? To bardzo proste. Legenda Lakers zdecydowanie woli życie w roli ambasadora klubu, wolnego strzelca, któremu funkcja, jaką pełni nie staje na przeszkodzie w robieniu rzeczy, na które ma ochotę. Magic przywołał choćby przykłady wspólnych treningów z Benem Simmonsem, czy chęć zwykłego pogratulowania zawodnikom takim jak Westbrook, np. przy okazji ostatnich występów.

W skrócie: nie odczuwał radości z tego, co robi.

Magic ustąpił, a na jaw wyszły różne, niewygodne informacje. Według źródeł Adriana Wojnarowskiego, Johnson nigdy nie był w pełni zaangażowany w swoją rolę, często wyjeżdżał i nie miał czasu dla drużyny. Według Ramony Shelburne, nie rozmawiał z trenerem Waltonem od tygodni. Co innego w przypadku LeBrona. Magic i Rob Pelinka spotkali się z nim w i jego agentem w sobotę. Czy James wiedział co się święci?

Są też nowe informacje na temat sztabu szkoleniowego Lakers. O tym – w następnym tekście.

fot. Mark J. Terrill/AP Photo
Czytaj także: Ostatni taniec Wade’a!