Dzisiejszy poranek z pewnością wprawił w osłupienie wielu fanów NBA. Mistrzowie na starcie sezonu mają już dwie porażki,
a vicemistrzowie przegrywają na własnym parkiecie z Orlando Magic.
Z drużyną, którą pokonywali 17 razy z rzędu. Wczorajszego wieczoru Magia zawitała do Ohio, a Kawalerzyści od samego początku wyglądali jak zahipnotyzowani.

 

Orlando Magic – Cleveland Cavaliers 114-93

Orlando Magic bez dwóch zdań nie brakowało motywacji, w końcu noc wcześniej nieznacznie przegrali z Brooklyn Nets. Career-High zaliczył Nikola Vucevic, który wchodzi w najlepszy okres swojej kariery. Jednak Cavs to rywal, wydawać by się mogło –
z wyższej półki. Co więcej, Cavaliers dzierżyli największą aktywną serię zwycięstw przeciwko jednemu zespołowi – i to właśnie przeciwko Orlando Magic (17). Pomimo utraty Derricka Rose’a, vicemistrzowie byli zdecydowanym faworytem. Drużyna Franka Vogela również boryka się z problemami kontuzji – w meczu przeciwko Cavs zabrakło nie tylko Elfrida Paytona, ale i Aarona Gordona. Jak się później okazało, w Quicken Loans Arena od pierwszych minut zapanował magiczny klimat.

Zobacz produkty, które wybraliśmy dla Ciebie!

Pierwsze punkty w meczu zdobył właśnie Nikola Vucevic (23pkt, 11/16 FG, 7zb, 5ast, 3 blk). Najpierw trafił spod kosza po podaniu od Terrence’a Rossa, a później popisał się rzutem zza łuku. Po zaledwie jednej minucie Orlando prowadziło 8-0. Gdy Cavs nie mogli znaleźć rytmu, podopieczni Franka Vogela karcili ich trójkami. Tylko w tej odsłonie Orlando Magic rzuciło 8 rzutów zza łuku. Pierwsza kwarta zakończyła się wynikiem 36:18, z czego 14 punktów dla Cavs rzucił LeBron James (22pkt, 8/15 FG, 4zb).

W drugiej kwarcie gracze Orlando Magic nadal decydowali się na rzuty z dystansu i mimo utraty skuteczności z pierwszej odsłony prowadzili sporą ilością punktów. Z kolei dla Cavs była to ciężka noc jeśli chodzi o trójki – tylko 7/25 3PT. W grze utrzymywał ich głównie Kevin Love (19pkt, 9zb) i Iman Shumpert (21pkt, 9zb). Zawodnicy z Orlando świetnie bronili, a Kawalerzyści wyglądali tej nocy bezbronnie. Do przerwy było 56-45 na korzyść przyjezdnych.

Obrońcy Cleveland prawdziwy „popis” zaserwowali swoim kibicom w połowie trzeciej odsłony. Gdy Dwyane Wade trafił za trzy, Frank Vogel poprosił o czas. Po krótkiej przerwie stan gry wynosił 65-58 na korzyść Magic, a ostateczny wynik był nieprzesądzony. Właśnie wtedy Orlando rozpoczęło serię 14 punktów z rzędu bez odpowiedzi rywala. Dokonali tego w ciągu 3 minut dzięki zaspałej obronie Cavs i przede wszystkim ich stratom w ataku. Nik Vucevic nadal był nie do zatrzymania, ale dużą różnice z ławki wnosił również Jonathan Simmons (19pkt, 6/11 FG, 4zb). Natomiast w roli rozgrywającego świetnie czuł się D.J. Augustin (12pkt, 10ast).  Na ostatnie minuty trzeciej kwarty podopieczni Tyronna Lue w końcu się obudzili, jednak przewaga nadal była ogromna.

Przed ostatnią odsłoną gospodarze przegrywali różnicą 23 punktów, co oznaczało że muszą od razu rzucić się na rywali. Tak się jednak nie stało, a gdy gracze z Cleveland bili głową w mur, podopieczni Franka Vogela trafiali kolejne punkty.
W apogeum nieudolności vicemistrzów było już 101-67. W końcówce Tyronn Lue postawił na rezerwowych, którzy spisywali się przyzwoicie jednak przewaga była zbyt wielka. Orlando Magic doprowadziło do zakończenia ciążącej na nich serii – 17 porażek z rzędu przeciwko Cavs. Dokonali tego w świetnym stylu, pokonując vicemistrzów w Quicken Loans Arena. Wygrali dzięki grze zespołowej (28 asyst na 40 celnych trafień) oraz skuteczności zza łuku wynoszącej 48% (17/35). Cleveland Cavaliers po dobrym starcie stracili Derricka Rose’a i na własne życzenie wylali na siebie kubeł zimnej wody.

fot. Tony Dejak, AP
Damian Wełna
Zobacz także: Curry’emu puściły nerwy!