Trzy lata temu DeAndre Jordan był już jedną nogą w Dallas. Center miał zdecydować się na podpisanie 4-letniego kontraktu i ustalić warunki z Markiem Cubanem i zarządem klubu, kiedy do akcji wkroczyli jego koledzy z LA i transfer odwołano. Dziś Mavericks podejmują kolejną próbę ściągnięcia do siebie 29-latka.

 

Poprzednia próba zakończyła się kuriozalną ,,wojną na emotki”, w której uczestniczył każdy z zaangażowanych zawodników. Jordan sporo stracił w oczach Mavs, którzy posądzili go o niedotrzymanie umowy i wymiganie się od niej w ostatnim momencie.

 

Niesmak najwyraźniej poszedł jednak w niepamięć, bowiem najnowsze wieści donoszą, jakoby Mavs wrócili do centra z nową ofertą. Kiedy podpisywał kontrakt z Clippers, byli oni jednymi z kandydatów do tytułu. Dziś nie ma już w składzie Chrisa Paula ani Blake’a Griffina. Decyzja wydaje się być więc dużo prostsza, choć i w Dallas muszą trochę poczekać na drużynę, która przebije się do czołówki Zachodu.

DeAndre ma czas do jutra, by zdecydować, czy skorzysta z opcji zawodnika gwarantującej mu 24 miliony dolarów za następny sezon. Jeśli tak zrobi, Mavs będą mogli go pozyskać, wymieniając się na inny wysoki kontrakt, z wartą 18 milionów dolarów za sezon umową Wesa Matthewsa wysuwającą się na pierwszy plan. Jeśli z opcji zawodnika zrezygnuje, stanie się wolnym agentem i będzie mógł dołączyć do każdej drużyny, która wyrazi zainteresowanie jego usługami. Dla Clippers zdecydowanie bardziej korzystna byłaby pierwsza opcja – rok temu w ten sam sposób oddali do Houston Chrisa Paula, pozyskując w zamian m.in. Patricka Beverleya.

Wczoraj Clippers pozyskali Marcina Gortata.

Grzegorz Kordylas
fot. Michael Owen Baker/Associated Press
Czytaj także: Adam Silver do 2024 roku