Czy Game 3 był dobrą oznaką dla Milwaukee Bucks? Podopieczni Mike’a Budenholzera byli o krok od wygrania trzeciego meczu i rzutem na taśmę zostali pokonani w dogrywce. Zawód? Niekoniecznie.

 

Jeśli przed meczem zapytać kibica Toronto Raptors, czy w ciemno przyjąłby fakt, że Giannis zdobędzie dziś tylko 12 punktów, nie byłoby powodów do zastanowienia. Bucks to jednak nie tylko Greek Freak. Choć główny kandydat do nagrody MVP spudłował dziś 11 z 16 oddanych rzutów, wszystkie próby za trzy i aż 5 z 7 oddanych osobistych, a w dogrywce wyleciał za faule – jego zespół przez cały czas siedział gospodarzom na ogonie. Słaba skuteczność Giannisa nie była jedynym problemem Milwaukee w ataku.

Cała trójka, na którą kibice liczą najbardziej – Bledsoe, Middleton i Antetokounmpo, rzuciła ledwie 32 punkty, trafiając 23% swoich rzutów. Wspólnie popełnili aż 16 strat. Patrząc na statystyki, można byłoby spodziewać się, że mecz zakończył się blowoutem. Tak jednak nie było.

Kawhi Leonard zapewnił Raptors zwycięstwo w drugiej dogrywce. Od początku meczu kilka razy stanął w obronie naprzeciw Antetokounmpo i widać było jak wiele sił kosztował go ten wieczór. Już w pierwszej kwarcie paskudnie wylądował po lay-upie i wyglądało na to, że ból doskwierał mu do końca meczu. Nie powstrzymało go to oczywiście przed spędzeniem 52 minut na parkiecie. Po meczu jego ,,uraz” był tematem numer jeden, sam tonował jednak nastroje i uspokajał dziennikarzy:

Wszystko ze mną OK. Oczywiście jestem zmęczony. To 52 minuty w play offach, nie da się tego nie odczuć.

Raptors rozegrali w play offs już 15 spotkań. Dla Bucks był to dwunasty mecz. Z każdym kolejnym spotkaniem te liczby mogą robić różnicę. Trener Mike Budenholzer wpoił swoim zawodnikom sporo reguł, w tym jedną z najważniejszych – oszczędzać swoje ciało. Po słabszym meczu Giannis nie poszedł na salę wyładować frustrację, tak jak jeszcze kilka lat temu. Zamiast tego siedząc w szatni wpatrywał się w statystyki i przeanalizował swoje błędy. Dla Erica Bledsoe to jasny sygnał:

To dobrze, to znaczy, że jest głodny. Jeśli nie jesteś wściekły, że zagrałeś źle, nie nadajesz się do tej gry.

Kiedy emocje opadły, Giannis wyszedł do reporterów i choć bardzo żałował porażki, nie zamierzał użalać się nad sobą.

[Czy jestem rozczarowany?] Oczywiście, że nie. Jestem Giannis. Patrzę czego dokonałem dotychczas w życiu – wspieranie mojej rodziny w Grecji i Nigerii, wysłanie braci do prywatnych szkół. Mam być rozczarowany jednym meczem? Byłbym rozczarowany sobą gdybym tak do tego podchodził.

Raptors będzie potrzebne nowe źródło energii i głód wygranych, jeśli mają zamiar powstrzymać Milwaukee jeszcze trzykrotnie. Mimo porażki, wydaje się bowiem, że podopieczni Mike’a Budenholzera stoją przed sporą szansą w meczu numer 4. Jak będzie?

Game 4 w nocy z wtorku na środę.

fot. Jesse D. Garrabrant
Czytaj także: Znamy finalistów NBA Awards!