Ostatni pojedynek między LeBronem Jamesem i Paulem Georgem w sezonie regularnym zrobił nam ogromny apetyt na tę serię. Nie zawiedliśmy się. Cavs mieli dużo szczęścia w ostatnich sekundach i ostatecznie wygrali Game 1.

 

Pacers – Cavaliers 108:109 (0:1)

Jeszcze na minutę przed końcem wydawało się, że jest po wszystkim. Cavaliers prowadzili 109:105, a Kyrie Irving (23pkt) właśnie wyrwał piłkę z rąk Mylesa Turnera i pędził z kontratakiem. Nie tak szybko. Chwilę później Turner zrewanżował się, blokując rzut Irvinga, J.R. Smith nie uratował piłki, a po drugiej stronie parkietu Pacers mogli liczyć na tego, który rzadko w takich momentach zawodzi.

https://www.youtube.com/watch?v=fLtEskw8o2s

Była to 6 tróka Paula George’a (29pkt) w tym meczu i Pacers potrzebowali naprawdę niewiele, by zszokować cały koszykarski świat i wyrwać zwycięstwo w Cleveland. Zwłaszcza, że chwilę później LeBron James (32pkt/13as) spudłował swój rzut z dystansu i Indiana miała realną szansę na wygranie meczu w ostatniej akcji. Rozwiązanie na ostatnie sekundy było tak naprawdę tylko jedno: dać piłkę George’owi. Ten jednak nie miał szczęścia. Najpierw akcję Pacers gospodarze przerwali faulem. Chwilę później, po wznowieniu, PG został szybko podwojony (tutaj ukłony dla Jamesa za podjęcie szybkiej decyzji) i został zmuszony oddać piłkę na obwód. Tam czekał C.J. Miles, i choć przez chwilę szukał George’a wzrokiem, czasu było zbyt mało, by oddać mu piłkę. Miles błyskawicznie zwiódł więc Richarda Jeffersona i oddał rzut, który śmiało mógłby zmienić oblicze tej serii już na samym jej początku. Niestety dla Pacers, zabrakło bardzo niewiele

Zanim Miles spudłował potencjalnego game-winnera, Cavs przez większość spotkania utrzymywali się na prowadzeniu. LeBron James, w swoim dwusetnym meczu w Play Offs w karierze, prawdopodobnie po raz dwusetny był wulkanem energii i robił wszystko, by kibice w Quicken Loans Arena zapomnieli o problemach w sezonie regularnym. Robił to z resztą bardzo efektownie.

Cavs przystępowali do meczu z prostym zadaniem. Koniec wymówek. Koniec odpoczynku. Czas na udowodnienie wszystkim, że są gotowi do obrony tytułu. Trzeba przyznać, że już na początku Play Offów poddani zostali bardzo trudnej próbie. Comeback Pacers w końcówce mógł skończyć się dla nich prawdziwym bólem głowy. Czkawką odbić mogła się również fatalna skuteczność na linii osobistych. Cavaliers spudłowali 13 z 27 rzutów z linii (w tym jeden Jamesa przy stanie 108:105). Ostatecznie to jednak oni mogą cieszyć się ze zwycięstwa i spokojnie przygotować do Game 2.

Pacers pokazali pazur. Lance Stephenson (16pkt) może nie odnalazł się w innych drużynach NBA, ale do barw Indiany pasuje idealnie. Przed jego przyjściem, drużyna, mimo posiadania Paula George’a była nieco…nijaka. Dodanie Stephensona przed Play Offami okazało się strzałem w dziesiątkę. Lance, oprócz zdobywania punktów, wnosi na parkiet energię, utrudnia przeciwnikom życie i gdy seria przeniesie się do Indianapolis, to z pewnością on będzie tym, który podniesie kibiców z miejsc. Jeśli tylko Pacers nie zwolnią tempa, być może nie będą wracali do domu z dwoma porażkami na koncie.

Game 2 w nocy z poniedziałku na wtorek.

Pozostałe mecze:

Klątwa pierwszego meczu Raptors
Joe Johnson zszokował Clippers
fot.NBA.com/Pacers
Grzegorz Kordylas