Historia nie nauczyła Marcusa Morrisa trzymania języka za zębami. Skrzydłowy Celtics w wywiadzie poprzedzającym pierwszy mecz serii Cavs-Celtics przyznał, że oprócz Kawhi Leonarda to on jest najlepszym obrońcą grającym przeciwko LeBronowi Jamesowi.

 

Choć James robi w tych play-offach co mu się żywnie podoba i niemal w pojedynkę wprowadził Cavs do Finałów Konferncji, Morris uważa, że ma na niego sposób. W rozmowie z Jayem Kingiem z The Athletic przyznał:

Osobiście uważam, że oprócz Kawhi Leonarda jestem najlepszą osobą w całej lidze do krycia LeBrona.

Oczywiście Marcus musiał zdawać sobie sprawę, że cytat szybko stanie się hitem, chwilę później więc postanowił nieco z niego wybrnąć, przyznając, że jeden zawodnik nie jest w stanie zatrzymać Jamesa. Słowo zostało jednak powiedziane, a internauci widzą w Morrisie kolejną ofiarę Króla. W ostatnich latach ,,sposób” na Jamesa mieli mieć choćby Stanley Johnson, czy Paul Pierce, który już jako zawodnik Nets zapowiedział, że w Game 4 serii z 2014 roku przykryje gwiazdora Cavs. Skończyło się na 48 punktach LeBrona i powiększeniu prowadzenia. W przypadku Johnsona było jeszcze gorzej – Pistons nie wyrwali Cavaliers ani jednego zwycięstwa.

W 3 meczach sezonu regularnego przeciwko Celtics, James notował średnie prawie na poziomie triple-double. 24 punkty, 10 zbiórek i 8 asyst to liczby, z którymi zawodnicy C’s z pewnością będą musieli się liczyć także w tej serii, choć patrząc na występy Jamesa w dwóch poprzednich rundach, byłby to i tak niski wymiar kary.

Nastroje tonuje nieco Jaylen Brown:

Fizycznie jest lepszy niż ktokolwiek inny na parkiecie. Przy swoich rozmiarach potrafi biegać szybko jak gazela, atletycznie. Jest nie do zatrzymania. Musimy nastawić się psychicznie i przez cały czas starać się wykonywać jak najlepszą pracę. James to Top3, Top5 zawodników w historii. Będzie robił co do niego należy. Musimy skupić się na całej drużynie i pozostać skoncentrowani w każdej akcji.

Czy C’s mają argumenty by zatrzymać Jamesa? Pierwsza część odpowiedzi na to pytanie już dziś o 21:30 naszego czasu.

Grzegorz Kordylas
fot. Adam Glanzman/Getty Images
Czytaj także: Hayward: W końcu czuję się jak sportowiec!