Tym razem nie ukradł wszystkich nagłówków, tak jak miało to miejsce rok temu. W ostatnim dniu sezonu regularnego, Russell Westbrook pozostał nieco w cieniu wydarzeń na parkietach w Minneapolis czy Portland, gdzie ważyły się losy rozstawienia w play-offs. Russ, jak to Russ, nie prosił o atencję, zrobił za to swoje i po raz kolejny przeszedł do historii.

 

Jeszcze kilka dni temu mało kto wierzył, że jest to możliwe do zrealizowania. W przypadku Russella Westbrooka chyba każdy już nauczył się jednak, że im zadanie trudniejsze, tym większe prawdopodobieństwo, że Russ mu podoła. Na dwa mecze przed końcem sezonu regularnego, do średnich na poziomie triple-double, brakowało Westbrookowi 34 zbiórek. Przeciwko Miami zebrał 18 piłek i dał sygnał, że wkrótce może zostać pierwszym zawodnikiem w historii, który w dwóch sezonach z rzędu osiągnie średnie na tym, niewiarygodnym, poziomie.

Dziś dokończył dzieła.

 

20 zbiórek i 19 asyst w jednym meczu. Chciałoby się powiedzieć – co za pojedyncze TD! Jednak Russ nie skupiał się dziś na zdobywaniu punktów – trafił tylko 2 z 9 rzutów, rzucił Grizzlies 6 oczek, a w punktowaniu wyręczyli go Paul George (40pkt) i Steven Adams (24pkt). W całym sezonie 2017/2018 RW notował średnio 25,4 punktu, 10,3 asysty i 10,1 zbiórki na mecz.

Do wymaganych 16 zbiórek wystarczyły mu 22 minuty na parkiecie. Mogłoby się wydawać, że Westbrook potrafi ustawić mecz pod siebie kiedy tylko ma na to ochotę. Kibice Thunder oddaliby pewnie wszystko, by potrafił zrobić to także w pierwszej rundzie play-offs. Na OKC czekają już rewelacyjni Utah Jazz. Na szczęście dla Russella i spółki – to Thunder mają przewagę parkietu, a w sezonie regularnym wygrali 3 z 4 pojedynków z podopiecznymi Quina Snydera.

Jak będzie tym razem? Emocji na pewno nie zabraknie.

Grzegorz Kordylas
fot.Mark D. Smith-USA TODAY Sports
Czytaj także: Timberwolves po długiej przerwie wreszcie w play-offs!