Kiedy zastanawiamy się nad tym, kto powinien zostać MVP, praktycznie każdy z nas bierze pod uwagę podobne czynniki. Bilans zespołu, wpływ na grę całej drużyny, branie na siebie odpowiedzialności w końcówkach. Zawodnicy mają jeszcze jedno kryterium, nieosiągalne dla innych – który z rywali wzbudza u nich największy szacunek.

 

Redakcja Bleacher Report zrobiła małe rozeznanie wśród zawodników NBA i przedstawiła punkt widzenia kilku z nich.

Stephen Curry tłumaczy jak gracze postrzegają całą sprawę:

To się czuje. Każdego roku zmagamy się z debatą. Jedni wyrażają swoje zdanie już w październiku, listopadzie, grudniu – media muszą cały czas ciągnąć ten temat. Fani są zdezorientowani. Ale jeśli przyglądasz się temu z bliska i żyjesz tym każdego dnia, to jasne. Wiesz kto powinien otrzymać statuetkę.

Dla Stephena wybór jest prosty, James Harden. Jako zdobywca nagrody MVP rok po roku wie, że powtórzenie tego wyczynu jest jeszcze trudniejsze.

Spoczywa na tobie więcej presji. Nikogo już nie zaskakujesz.

Z jego zdaniem nie zgadza się jego brat, Seth, dla którego faworytem do zdobycia nagrody jest Giannis.

Giannis poprowadził swoją drużynę do najlepszego bilansu w lidze, jest bardzo wartościowy. Jeśli chodzi o statystyki – wybieram Jamesa. Ale kiedy różnica jest tak niewielka, musisz docenić najlepszy bilans.

Co inni mają do powiedzenia na ten temat?

DeMarcus Cousins:

Harden ma za sobą niesamowity okres. Ale chyba nie chcemy dawać nagrody na podstawie kilku ostatnich tygodni.

Danilo Gallinari:

To zupełnie różni zawodnicy. James jest niesamowitym strzelcem. Potrafi zdobywać punkty w każdy możliwy sposób. Nie ma słabości. Biorąc pod uwagę to jak Rockets radzą sobie na Zachodzie, zagłosowałbym na niego.

Jon Leuer:

Mój głos oddałbym na Hardena. Ludzie mówią, że śrubuje takie statystyki dzięki systemowi D’Antoniego i, że drybluje tyle, że powietrze uchodzi z piłki. Ale sposób w jaki prowadzi swoją drużynę noc w noc, nieważne kto jest na parkiecie – nie możesz tego nie docenić. Wyniki drużyny muszą być brane pod uwagę, więc kandydatura Giannisa jest oczywista. Ale Rockets byli na dnie tabeli, a teraz są w najlepszej czwórce. Nie rozumiem jak ktoś może myśleć, że to wszystko nie dzięki Jamesowi.

Mason Plumlee:

Nieważne kto jest na parkiecie. Kiedy grają zawodnikami z 10-dniowymi kontraktami, James nadal sprawia, że cała drużyna gra dobrze.

Evan Fournier:

W końcówkach spotkań Giannis nie ma piłki w rękach i nie decyduje o zwycięstwie. Nie działa to na jego korzyść w dyskusji na temat MVP.

Jeśli bierzemy pod uwagę najlepszego zawodnika w najlepszej drużynie, mój głos idzie na Stepha lub na KD. To między nimi powinna rozgrywać się dyskusja, ale nigdy nie zostaną docenieni za to co robią, bo grają w tej samej drużynie. Jeśli wybór ma się ograniczać do Giannisa lub Hardena, wybieram Jamesa.

Evan Turner:

Paul Goerge. Kiedy ma piłkę w rękach myślę sobie: Przyślijcie pomoc! Gra na zupełnie innym poziomie. Giannis ma za sobą znakomity rok i nie odbieram mu niczego, co osiągnął z Bucks. Ale koleś który jest dla mnie niewyobrażalny to Paul George.

 

Jakie jest Wasze zdanie?

fot. Morry Gash/AP Photo
Czytaj także: Koniec sezonu dla Devina Bookera