Kolejni zawodnicy Joventutu wychodzą z szatni z ponurymi minami. Tomek Gielo jest jednym z ostatnich. Żartuję, że przynoszę mu pecha, bo to mój drugi mecz w Badalonie i druga porażka w zaciętej końcówce, ale nie jest mu do śmiechu. Zespół zaczął rozgrywki od 3 porażek i w korytarzach Pavellon Olimpic czuć przygnębienie.

Przemek Kujawiński: Kolejna trudna porażka. 0-3, z pewnością nie tak wyobrażaliście sobie początek sezonu…

Tomek Gielo: Na pewno. W meczu z Barceloną graliśmy przeciwko jednej z najlepszych drużyn w Europie i oczywiście wyszliśmy na ten mecz skoncentrowani, ale nikt nie zakładał z góry, że ten mecz jest wygrany. Potem nas zabolała ta porażka w Obradoiro, a dzisiaj… Wyszliśmy w pierwszej połowie, moim zdaniem, świetnie. Graliśmy dobrze. Nawet zawodnicy z ławki dawali duży impuls. Niestety w drugiej połowie ta gra nam trochę stanęła. Mieliśmy takie momenty, że 2-3 akcje z rzędu nie potrafiliśmy nic zrobić w ataku, a w odpowiedzi oni zdobywali punkty, doszli nas na remis i wtedy się już zaczęła typowa nerwówka. Musimy wyciągnąć z tego wnioski. Mamy młodą drużynę. Z meczu na mecz wszyscy się uczą, zdobywają doświadczenie, ale to nie jest żadna wymówka. To jest liga ACB, tutaj trzeba wyjść na każdy mecz skoncentrowanym od początku do końca, bo tak jak dzisiaj, wygrywaliśmy w pewnym momencie nawet 14 punktami, a skończyło się tak, że ten mecz przegraliśmy.

PK: W pierwszej i w trzeciej kwarcie wyszedłeś na Mateuszu Ponitce. To kolejny sygnał, że będziesz bronił trójki i zawodników na niższych pozycjach…

TG: Trener przed tym sezonem już mówił, że ma plan, żeby mnie wprowadzać na pozycję numer 3, tylko że nagle z wprowadzania zostałem rzucony na głęboką wodę, bo w pierwszych trzech meczach zaczynałem mecze w pierwszej piątce na trójce. Wiadomo w ataku gram tak, jak potrafię. Mamy zagrywki tak ułożone, że mogę wykorzystywać swoje przewagi, jeśli chodzi o wzrost i rzucać z otwartych pozycji, a w obronie, no niestety, muszę grać na najwyższych obrotach. Grając z Barceloną, musiałem kryć takich graczy jak Rakim Sanders, z Obradoiro był kolejny wysoki zawodnik Bendzius, z którym rywalizowałem też na pozycji numer 4 w sparingach z kadrą w wakacje. A dzisiaj wyszedłem na Mateusza. Mateusz jest bardzo atletycznym zawodnikiem, gra bardzo dynamicznie i na ile mogłem, starałem się go ograniczać. Potem próbowali tego też moi koledzy z drużyny, ale Mateusz zagrał świetne zawody.

PK: Przygotowywaliście się jakoś specjalnie na niego? Pytali cię, jak grać przeciwko niemu?

TG: Wiadomo, że skauting jest przed każdym meczem na wysokim poziomie, jednak wydaje mi się, że… Nie mówię, że zlekceważyliśmy Mateusza, ale na pewno grał dzisiaj pierwsze skrzypce, a my bardziej patrzyliśmy na niego przez pryzmat zawodnika, który nie gra aż tak dużo z piłką w rękach, ale zdobywa dużo punktów. Wiadomo, że zawsze musimy wyjść lepiej skoncentrowani, ale na gorąco ciężko to oceniać. Musimy obejrzeć video z meczu, przeanalizować i zobaczyć, gdzie popełniliśmy błędy. Wydaje mi się, że mogliśmy zagrać ten mecz lepiej. Takie porażki bolą, bo były momenty, gdzie wygrywaliśmy wysoko i ta gra się kleiła, ale potem nam nie poszła jedna, druga, trzecia akcja i zabrakło takiego impulsu, że ktoś jest w stanie wziąć piłkę w ręce i zacząć dyrygować naszym zespołem.

PK: Prasa hiszpańska pisała dosyć dużo o tym, że macie cały czas problem na pozycji rozgrywającego, że trener nie może się zdecydować, kto ma być pierwszym rozgrywającym i kto ma mieć piłkę w rękach właśnie w takich sytuacjach. Macie też młodych zawodników na tej pozycji. [Rozgrywającym jest 20-latek Nenad Dimitrijevic, przyp. PK]

TG: Mamy tu młodzież i tak czasem będzie, że niektóre mecze są lepsze, a inne gorsze. Patrick Richard jest bardziej doświadczonym zawodnikiem i on też potrafi grać na pozycji rozgrywającego [nominalne gra na pozycji numer 3, przyp. PK]. Wydaje mi się, że bardziej brakuje nam konsekwencji. Czasami jest trochę zamieszania, bo kiedy Patrick ma piłkę w rękach jako rozgrywający, to reszta drużyny musi ustawić się na odpowiednich pozycjach. Nie może być tak, że komuś się wydaje, że gra na pozycji numer 2, a jest tak naprawdę trójką. Albo, że mi się wydaje, że gram na pozycji numer 4, a się okazuje, że jestem trójką. Jest to na pewno coś, co cały czas musimy trenować. Mam nadzieję, że z meczu na mecz będzie coraz lepiej. Mamy momenty bardzo dobre w każdym meczu, czy gramy z Barceloną czy z taką drużyną jak Teneryfa czy Obradoiro, ale są też momenty, które wyglądają bardzo słabo. To potwierdziło się też w Lidze Mistrzów, gdzie odpadliśmy w eliminacjach. Wydaje mi się, że jesteśmy taką drużyną, która ma bardzo mały margines błędu. Jeżeli nie wyjdziemy przez 40 minut na dużej koncentracji (wiadomo, zdarzają się lepsze i gorsze momenty), to nie ma zbyt wielu drużyn, które będziemy w stanie pokonać.

Zobacz produkty, które wybraliśmy dla Ciebie!

PK: Z Monbus miałeś najlepszy mecz w swojej karierze. 15 punktów i chyba też najwięcej minut w karierze. Dzisiaj zagrałeś trochę mniej, około 16 minut. Czy był jakiś powód, dlaczego tak było?

TG: W pierwszej połowie złapałem dwa faule i wiadomo, że kiedy łapie się dwa faule, to jest taka niepisana zasada, że trenerzy sadzają zawodnika na ławkę. Wyszedłem w drugiej połowie i tych minut już tak dużo nie było. Inna sprawa, że zawodów też nie zagrałem jakichś super. Muszę sobie to na spokojnie przeanalizować. Indywidualnie oglądam video po każdym meczu z trenerami, więc wyciągnę swoje wnioski. Wydaje mi się, że też jako drużyna musimy zacząć myśleć przyszłościowo, bo to nie jest problem jednego zawodnika, czy dwóch zawodników, ale jako drużyna musimy ustawić pewne reguły, żeby wiedzieć, kto jaką ma rolę w drużynie i kto w tych decydujących momentach powinien mieć piłkę w rękach.

PK: Jak wygląda atmosfera w szatni po takich trzech meczach?

TG: Teraz po meczu mieliśmy półgodzinną odprawę z głównym trenerem. Są momenty bardziej nerwowe, również moment, gdzie jest więcej tłumaczenia, ale ogólnie atmosfera w drużynie jest bardzo dobra i to na pewno pomaga w takich sytuacjach. Chociaż poklepując się po plecach też nie zawsze jest się w stanie rozwiązać każdy problem. Czasami trzeba uderzyć pięścią w stół. Może teraz jest taki moment, że starsi zawodnicy powinni użyć swojego doświadczenia, bo byli już w takich sytuacjach. Śmieszna sprawa, że ja też w zeszłym roku przychodząc do tej drużyny, byłem postrzegany jako rookie, prosto po koledżu, a w tym roku jestem już bardziej postrzegany jako weteran. Na przestrzeni roku zmieniła się moja rola, więc również na mnie ciąży teraz odpowiedzialność i ja muszę ze swojej strony zrobić tyle, żeby młodym zawodnikom tłumaczyć, bo ja byłem w zeszłym roku w takiej roli, w jakiej oni są teraz. Musimy się po prostu bardziej zgrać i lepiej wykrystalizować nasze role w zespole.

PK: Jak zdrowie? Widzę, że masz opatrunek na palcu?

TG: Cała sprawa polega na tym, że na drugim treningu po powrocie z Eurobasketu miałem pęknięcie małego palca w prawej dłoni. Na początku myślałem, że wybiłem tego palca, potem się okazało, że doszło do złamania. Przez pewien czas nie grałem, później wróciłem zabandażowany na drugi mecz z Katają, bo była nerwowa sytuacja, no i od tamtego momentu cały czas gram i trenuję. Na szczęście cały czas jest progres i ta kość się leczy. Na ostatnim etapie zacząłem również rehabilitację, żeby przywrócić ruchomość w palcu.

PK: Na twoją skuteczność jakoś szczególnie to nie wpłynęło…

TG: Nie, nie. Śmialiśmy się, że ja jestem leworęcznym zawodnikiem, a to jest prawa ręka, a w prawo i tak nigdy nie mijam, więc… Jest optymistycznie, na początku bardziej mi to przeszkadzało, ale teraz jestem już do tego przyzwyczajony. Nie używam w żaden sposób tego jako wymówki, bo jestem w stanie grać dobre zawody jak z Obradoiro  z tym palcem. Dzisiaj akurat zagrałem słabsze zawody, ale nie w tym tkwi problem.

PK: Mateusz mówił mi, że nie było między wami żadnego trash-talku, kiedy się kryliście…

TG: Nie, nie, nie, jakoś tak było, że przed meczem sobie pogadaliśmy, pośmialiśmy się, chyba z 15 minut rozmawialiśmy i w trakcie meczu tak samo. Po meczu też przybiliśmy sobie piątkę i chwilę pogadaliśmy co dalej, jakie następne mecze nas czekają. Bardzo fajne jest to, że mamy w tym roku 5 facetów w ACB i trzeba patrzeć na to w ten sposób, że są okazje, żeby się spotkać i spędzić trochę czasu razem, bo jednak jak Polacy są na obczyźnie, to powinni się trzymać razem.

PK: Reszta drużyny nie była zła na Mateusza? Widziałem, że dzisiaj prawie zamordował Alberta Venturę, wchodząc pod kosz.

TG: Zgadza się, ale to jest część sportu. Nie wszystko jest w stanie człowiek przewidzieć. Dochodzi czasem do takich sytuacji, ale tam akurat nikt do niego pretensji nie miał. Mówiliśmy już o tym, że Mateusz gra bardzo agresywnie, więc trzeba uważać i odpowiednio się na niego nastawić. Lubi grać fizycznie, a inna sprawa, że czasami lubi sobie pod koszem trochę przyaktorzyć, machnąć rękoma i wywalczyć faul [śmiech].

Czytaj także: Nasza Hiszpania: Ponitka: “Na koniec pamiętasz zwycięzców”
fot. facebook.com/Penya1930
Przemek Kujawiński @sobriquet84