Mateusza łapię przed samym wyjście. Kolana i kostki ma solidnie “opakowane”, ale szybko uspokaja mnie, że nie ma to żadnego związku z urazami. “Muszę dbać o moje ciało” – mówi. Mamy akurat 10 minut, zanim gracze Iberostar ruszą z powrotem na Teneryfę, gdzie już za mniej niż 2 doby zagrają kolejny mecz w koszykarskiej Lidze Mistrzów. Rozmawiamy tuż wygranym meczu z Joventutem Badalona, w którym Ponitka był najważniejszą postacią swojej drużyny, zdobywając 21 punktów i 10 zbiórek.

Przemek Kujawiński: Jesteście po dwóch ciężkich meczach. Ponieśliście dwie porażki w końcówkach, w Lidze Mistrzów i wcześniej w lidze…

Mateusz Ponitka: Po kilku ciężkich meczach jesteśmy, biorąc pod uwagę też Murcię, z którą wygraliśmy w ostatniej minucie. Tutaj też cały mecz, że tak powiem, na przekór i wygrany dopiero w czwartej kwarcie i za dwa dni kolejny mecz także mamy dosyć napięty terminarz.

PK: Te dwie porażki w końcówce miały jakiś wpływ na morale zespołu?

MP: Na pewno chcieliśmy się przełamać. Nie jest łatwo przegrywać w ostatnich minutach, czy wręcz w ostatnich sekundach, bo teraz przegraliśmy w ostatnich 10-15 sekundach, gdzie dostaliśmy takiego “gwoździa”. To był trudny wyjazd dla nas. Ciężka podróż. 3 przesiadki, 3 godziny w autobusie z Rygi. Potem powrót, dzień w domu i tutaj przylecieliśmy wczoraj wieczorem i dzisiaj już wracamy. Cały czas latamy, a że wyspy są daleko, to najłatwiejszy, najkrótszy wyjazd mamy chyba dopiero w grudniu na Gran Canarię.

PK: Z Wysp Kanaryjskich macie bardzo daleko wszędzie…

MP: To są 3 godziny do Barcelony, 2,5 do Madrytu. Podróżujemy raz tu, raz tu, w zależności od tego, gdzie mamy przesiadki i mecze. Ten tydzień będziemy w domu, bo gramy we wtorek z Ludwigsburgiem, w sobotę z Bilbao, ale potem w poniedziałek już wylatujemy, bo lecimy do Turcji, na sam koniec, do Syrii praktycznie do Gaziantepu. Cały tydzień jesteśmy poza domem, wracamy do Barcelony i jedziemy do Andory autokarem. Nie wracamy w ogóle na wyspy, bo się nie opłaca.

PK: Nie skarżysz się póki co na żadne dolegliwości?

MP: Na szczęście nie. Mam nadzieję, że jak najdłużej tak zostanie. Oczywiście sezon jest długi i jestem pewien, że jakieś mikrourazy się pojawią, bo to jest nieuniknione przy takiej intensywności i tylu meczach.

PK: Też twoje minuty idą w górę.

MP: Teraz mamy trochę okrojony skład, bo dwóch zawodników podstawowych nie przyjechało tu z nami. Davin White, który jest kontuzjowany i nie wiadomo jak długo potrwa jego absencja i Mike Tobey, o którym wczoraj w zasadzie się dopiero dowiedzieliśmy, że dzisiaj nie przyjedzie. Podkręcił kostkę w Ventspils. Mam nadzieję, że w tym tygodniu choć jeden z nich dołączy i troszeczkę luźniej się zrobi. Również na obwodzie, bo musimy przesuwać niektórych zawodników na czwórkę, żeby wzmocnić rotację, a gramy na wysokiej intensywności, staramy się grać na wysokiej intensywności, więc przyda się każda para rąk. Teraz moja sytuacja jest taka, że jestem ok, jeśli chodzi o zdrowie.

PK: Dzisiaj wyszedłeś w pierwszej i w trzeciej kwarcie na Tomku Gielo…

MP: Raczej on na mnie. Ja go kryłem, bo moją nominalną pozycją jest 2-3. On gra 3-4, więc w zasadzie to on został przesunięty trochę niżej. Widzę, że starają się nim tak grać tutaj i myślę, że dla niego to dobrze, bo daje mu to możliwość rozwoju. Tak, jak ja na kadrze miałem możliwość grania na jedynce, co w pewnych aspektach pozwoliło mi się rozwinąć i zobaczyłem też grę z innej perspektywy, za co jestem wdzięczny Mike’owi Taylorowi. Myślę, że dla Tomka to dobrze, żeby rozwijał się w wielu wymiarach.

PK: Masz kontakt z resztą Polaków w Hiszpanii?

MP: Z Tomkiem rozmawiałem wczoraj, kiedy tu przyleciałem. O właśnie, muszę dzisiaj złożyć Adamowi życzenia, bo ma urodziny. Z Przemkiem też jakieś rozmowy były, ale to zazwyczaj, kiedy akurat się spotykamy. Na co dzień bardziej mam kontakt z chłopakami z Polski, ze Stelmetu, z Polskiego Cukru Toruń.

Zobacz produkty, które wybraliśmy dla Ciebie!

PK: Myślisz, że będziesz miał tu więcej okazji grać na piłce, na przykład jako rozgrywający w pick and rollu?

MP: Jako rozgrywający, to raczej nie, ale na przykład dzisiaj w meczu były takie momenty, że w obronie grałem jako trójka, ale w ataku jako dwójka i grałem pick and rolle i rozwiązywałem sytuacje, aż do czwartej kwarty, kiedy trochę mi prąd odcięło.

PK: Widziałem właśnie, że poszedłeś na chwilę na ławkę na 2,5 minuty przed końcem…

MP: Myślę, że grałem koło 30 minut, a to jest tak, że wracasz z Ventspils przez całą Europę, masz jeden dzień, żeby się odświeżyć i znowu grasz. A tam też grałem prawie 30 minut. No i w pewnym momencie mimo wszystko, nie wiadomo jak bardzo jesteś w gazie, to odetnie ci prąd.

PK: Do tego cały czas grasz bardzo energetyczną koszykówkę.

MP: Dlatego wolałem powiedzieć trenerowi szczerze, żeby potem nie zrobić czegoś głupiego w obronie albo nie zaliczyć jakiejś łatwej straty w ataku. Powiedziałem, żeby dał mi pół minuty, minutę i będę gotowy. To też jest ważne, że mamy z trenerem dobry kontakt. Byliśmy w Pinarze razem i on też wie, na co mnie stać i że jeśli proszę o zmianę, to naprawdę mam dobry powód, bo zazwyczaj jestem w stanie przełamać te chwile słabości.

PK: Gdyby nie ta zmiana, grałbyś 32-33 minuty.

MP: Dokładnie. Dlatego dobrze, że tę minutę tu zaoszczędziłem, może się przyda za 2 dni.

PK: Jak przebiega twoja aklimatyzacja w Hiszpanii?

MP: Bardzo fajnie. Super. Pogoda idealna. 30 stopni codziennie. Kiedy mam dzień wolny, to od razu idę na plażę. Mamy też tam taki park wodny. Także ja i rodzina jesteśmy mega zadowoleni. Jeżeli chodzi o socjalne warunki, to też super. Na mieszkanie nie mogę narzekać, samochód też mam. W Pinarze przez pierwsze pół roku chodziłem wszędzie na nogach, bo nie miałem samochodu (tam też trochę inaczej się podróżuje tymi samochodami). Tutaj jest wszystko zorganizowane bardzo profesjonalnie. Zespół mnie dobrze przyjął. Nie miałem tu żadnych problemów. Nie było też tak, że musiałem tu udowadniać, że zasługuję na to, żeby tu być, tylko od razu przyjęli mnie jak swojego.

PK: To widać na parkiecie, że mają do ciebie dużo zaufania.

MP: Tak, można powiedzieć, że wzięli mnie za rękę i do swojego kółeczka, że tak powiem, wdrożyli. Mamy naprawdę dobry kontakt, wychodzimy razem z zespołem na kolacje, także nie mam tu żadnych problemów i z tego też jestem bardzo zadowolony, bo w zeszłym roku tak różnie z tym bywało.

PK: Statystycznie wyrastasz tu na lidera drużyny. Czujesz się już trochę liderem tej ekipy na parkiecie?

MP: Tak, jak zawsze wspominam, dla mnie najważniejsze jest to, że dzisiaj było 76-73. I to jest dla mnie najważniejsze. Czy ja rzucę 20 punktów, czy rzucę 2? Nie ma to dla mnie znaczenia, bo na koniec dnia pamiętasz zwycięzców, a nie przegranych. I wiem, że to może dziwnie brzmi, bo wielu zawodników jest nastawionych na statystyki.

PK: Stawiacie sobie jako drużyna jakieś cele w tym sezonie?

MP: Myślę, że naszym celem jest wygrać każdy kolejny mecz i zagrać jak najlepiej. Oczywiście są zespoły, z którymi porażki są wkalkulowane. Na przykład my walczyliśmy z Valencią, ale to jest euroligowy zespół i mistrz Hiszpanii. Z drugiej strony graliśmy jak równy z równym i byliśmy źli na siebie, że w ostatniej minucie wypuściliśmy ten mecz z rąk, bo mogliśmy go wygrać. Także to są takie sytuacje. Ale jeśli wygrywasz, to kibice są zadowoleni, cały sztab jest zadowolony i masz jeszcze więcej chęci do pracy.

Czytaj także: Nasza Hiszpania: Ponitka Superstar
fot. D. Grau / ACB Photo
Przemek Kujawiński @sobriquet84