Zdejmują banery, odwołują wydarzenia, wycofują sponsorów. Chiny się poważnie wkurzyły i chcą zademonstrować swoją ekonomiczną moc. Dla NBA to potencjalna katastrofa i w konsekwencji utrata miliardów dolarów z umów sponsorskich.

Daryl Morey wywołał prawdziwą lawinę swoim wsparciem protestujących w Hong Kongu. Chiny domagają się od niego przeprosin i twierdzą, że to wcale nie jest kwestia wolności słowa i sugerują Moreyowi, że kompletnie nie wie, o co w całym problemie chodzi. Generalnie jednak chodzi o specjalną ustawę, która ma pozwolić na masowe ekstradycje ludzi. NBA w swoim oświadczeniu bardzo precyzyjnie nakreśliła co jest dla niej najważniejsze – mianowicie wolność słowa, więc nie będą dyktować swoim trenerom, zawodnikom i GM-om, co mogą mówić, a czego nie. Komisarz Adam Silver zwrócił jednak uwagę, że NBA od kilku dekad buduje z chińską publicznością zdrowe relacje i szkoda byłoby je psuć.

– W tym samym czasie zdaliśmy sobie jednak sprawę, że USA i Chiny mają zupełnie inne systemy polityczne i system wartości. Dla ligi znacznie ważniejsze jest to, co nas motywuje, a nie to, co zapewnia nam zysk – mówi Silver.

W międzyczasie Chińczycy zareagowali bezpardonowo. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że nie dojdzie do przedsezonowego meczu pomiędzy Los Angeles Lakers i Brooklyn Nets, który został zaplanowany w Szanghaju. Zaklejane są wszystkie banery informujące o tym wydarzeniu, choć ono same nie zostało jeszcze odwołane. W umowach NBA z Chinami jest rzekomo około 7 miliardów dolarów, które mogą przelecieć Silverowi przez ręce. To kwota, z którą trudno się rozstać, więc co ostatecznie wybierze NBA – własne wartości, czy chińskie pieniądze? Wszystko wskazuje na to, że spór pomiędzy stronami dopiero się rozpoczyna i tweet taki jak Daryla Moreya – był tylko kwestią czasu. Houston Rockets, czyli jedna z najpopularniejszych ekip na chińskim rynku z uwagi na Yao Minga, została pozbawiona całego wsparcia swoich inwestorów z Państwa Środka. To dla Tilmana Fertitty naprawdę spory ból głowy.

Kolejne dni powinny przynieść więcej decyzji odnośnie dalszej współpracy NBA z chińskim rynkiem.

Zobacz także: Sorry Knicks, nie jesteście cool
fot. Bob Levey
Michał Kajzerek
@mkajzerek