Przeglądając bostońskie portale sportowe natknąłem się na cytat z wywiadu z Marcusem Smartem. Trudno o zawodnika, który w ostatnich latach w równym stopniu reprezentowałby kulturę Celtics – i właśnie dlatego jego słowa mają znaczenie.

Dlaczego to podkreślam? Tematem, który przykuł największą uwagę w trakcie rozmowy z Rachel Nichols i innymi gośćmi programu The Jump był miniony, rozczarowujący sezon w wykonaniu Celtics. Kyrie Irving stał się jego uosobieniem – wszystko, co złe, wiązało się z brakiem umiejętności przywódczych numeru 11 i psuciem atmosfery w drużynie.

Przeprowadzka Kyriego na Brooklyn dla krytyków była niemalże potwierdzeniem faktu, że Irving nie nadaje się do bycia liderem. Innego zdania jest jednak Marcus Smart. Jeden z najtwardszych zawodników w lidze i gość z najdłuższym stażem w obecnych Celtics, nie zamierza wysłuchiwać epitetów kierowanych w stronę byłego kolegi z drużyny.

Pozwólcie mi coś wyjaśnić. My wszyscy, nawet on sam, wiemy, że Kyrie nie grał na poziomie na jakim chciał grać. Ale na parkiecie za każdym razem biegało obok niego czterech zawodników, przy linii stał trener – wszyscy jesteśmy jedną drużyną, więc nie zwalajcie winy na jednego gościa. Każdy z nas powinien wykonywać swoją robotę lepiej – nie tylko pomagać Kyriemu, ale pomagać sobie nawzajem.

Budowanie wzajemnego oparcia w drużynie, kiedy nagle rzucane są konkretne nazwiska, jest bardzo trudne. Sami widzieliście – kiedy chłopaki zaczęli narzekać na innych, wszystko zaczęło obracać się przeciwko nam. Chcę żeby ludzie zrozumieli, że, faktycznie, Kyrie nie zagrał na swoim poziomie, ale winę za zły sezon ponoszą wszyscy.

Smart wyśmiał także pogłoski, jakoby Irving miał być złym kolegą z drużyny. Kiedy w styczniu jego matka zmarła na raka, Kyrie okazał mu ogromne wsparcie.

Nie będę mówił za innych, ale dla mnie osobiście, Kyrie jest znakomitym kolegą z drużyny. Przeprowadziłem z nim wiele rozmów, kiedy rzeczy nie układały się po mojej myśli. Brał mnie wtedy na bok, rozmawialiśmy. Nie tylko o koszykówce. Wszyscy wiedzą przez co przechodziłem po śmierci matki. Kyrie był jednym z pierwszych osób które się do mnie odezwały. Kiedy wróciłem do Bostonu, od razu chciał się ze mną spotkać, porozmawiać. Jeśli chodzi o samą grę – pomógł mi ją zrozumieć jeszcz bardziej. Jestem mu za to wdzięczny.

Czy traktujemy Irvinga zbyt ostro?

Grzegorz Kordylas
fot. Jim Davis/Boston Globe
Czytaj także: Jazz przywracają retro styl!