Zaplecze NBA, nazywane często jej spiżarnią, postanowiło wprowadzić kilka zmian w przepisach, by je przetestować przed ewentualnym wprowadzeniem do najlepszej ligi świata. Jedna z nich dotyczy rzutów wolnych.

Otóż od kolejnego sezonu, koszykarze występujący w G-League po faulu za dwa lub za trzy punkty – będą rzucać tylko jeden wolny. Trafienie będzie oznaczało pełną pulę a pudło brak punktów. Skąd pomysł na taki eksperyment? NBA cały czas walczy z długością meczów, a przede wszystkim z rytmem gry, który jest przerywany najczęściej przez przewinienia. By nieco przyspieszyć procedurę rzutów wolnych, G-League przetestuje eksperyment z tylko jedną próbą liczącą się za wszystkie rzuty.

Mecz G-League średnio trwa przez 2 godziny 5 minut. Liga chce zejść poniżej 2 godzin, by zadowolić telewizje i dać jej jasny plan transmisji. NBA także chodzi to po głowie i rokrocznie podejmuje się różne starania, by czas skrócić. W nowym przepisie dotyczącym rzutów wolnych jest jednak kluczowy zapis, iż na dwie ostatnie minuty czwartej kwarty i na dogrywkę liga wróci do tradycyjnych dwóch/trzech rzutów.

NBA zredukowała już czas trwania meczu o około cztery minuty poprzez obcięcie przerw na żądanie. Zobaczymy, jak trenerzy zareagują na zmianę przepisów w G-League. Niewykluczone, że dopiero w meczach na światło dzienne wyjdą prawidłowości, które będą idei sprzyjać lub całkowicie jej zaprzeczą. Od czego jest zaplecze, by takie rozwiązania wprowadzać…

Zobacz także: Złamana kość Irvinga
fot. Michael Gonzales/Getty Images
Michał Kajzerek
@mkajzerek