Nowi koledzy LeBrona Jamesa nie mogli lepiej się zaprezentować. W wypełnionym po brzegi TD Garden, które czekało na zawieszenie koszulki Paula Pierce’a, Cavs szybko zgasili dobre nastroje, rozstrzygając mecz już w 3. kwarcie.

 

Cleveland Cavaliers – Boston Celtics 121:99

Już w drugiej odsłonie nie było mowy o wyrównanym pojedynku. Ławka Cavs, złożona głównie z młodych zawodników, którzy jeszcze tydzień temu planowali wakacje w maju, przebiła ambicją i skutecznością każdego, kto biegał wczoraj po parkiecie w koszulce Celtics. Podopieczni Brada Stevensa rzucali z 26% skutecznością z dystansu, podczas gdy goście trafili ponad połowę swoich rzutów z tej samej odległości (16/30).

Dla Kyrie Irvinga zaczęło się całkiem nieźle. Później było już tylko gorzej.

Tymczasem LeBron James, gdyby sam nie rozgrywał kapitalnych zawodów, mógłby stać i kręcić głową z niedowierzaniem, obserwując swoich nowych partnerów. Jeden z nich – George Hill, rozpoczął mecz w pierwszej piątce i nie ulega wątpliwości, że z miejsca stanie się jednym z najważniejszych elementów tej drużyny. Pozostali wchodzili z ławki i jeden za drugim stwarzali Celtom mnóstwo problemów.

Pierce, który miał wczoraj swój wielki dzień, oraz jego byli koledzy z mistrzowskiego zespołu – m.in. Rajon Rondo, Kevin Garnett i trener Doc Rivers, przyglądali się wszystkiemu z bliska i nie mogli nic zrobić. Dzień wcześniej Rajon zanotował 31. triple-double w swojej karierze, ale w tym sezonie robi to dla New Orleans Pelicans.

Sytuacja w meczu zaczęła klarować się w drugiej kwarcie. LeBron zdobył 8 punktów podczas runu 13-2, który zmienił przewagę gości w dwucyfrową. Celtics po pierwszym trafionym rzucie w trzeciej kwarcie doszli Cavs na 9 punktów i było to najmniejsze prowadzenie, jakie James i spółka mieli przez resztę spotkania.

Podopieczni Brada Stevensa przegrali 3 z 4 ostatnich meczów i nie są już liderami Konferencji Wschodniej. Cavs zadomowili się na trzecim miejscu. Czy z nowym składem stać ich na walkę o rozstawienie z jedynką?

Grzegorz Kordylas
fot.Winslow Townson-USA TODAY Sports
Czytaj także: Rockets z nowym superrezerwowym?