Boston Celtics nie są drużyną, którą kibice chcieli by oglądać. Według Marcusa Morrisa – w ogóle nie są drużyną. Po pechowej porażce z Lakers, do Bostonu przyleciała druga ekipa z Los Angeles. I narobiła w TD Garden jeszcze większego bałaganu.

 

Los Angeles Clippers – Boston Celtics 123:112

Wydawało się, że będzie to łatwa i przyjemna droga do poprawy humoru po łamiącym serce rzucie Rajona Rondo. Po pierwszej kwarcie C’s prowadzili 43:20. W połowie drugiej przewaga wynosiła już 28 punktów i właśnie wtedy losy meczu zaczęły odwracać się na niekorzyść gospodarzy. Zaczęło się od poważnego ciosu – Kyrie Irving chciał wybronić rzut za trzy w defensywie – nie tylko nie udało mu się zapobiec trójce Clippers, ale także zaczął kuleć i chwilę później musiał zejść z parkietu. Szybka diagnoza – zwichnięcie w prawym kolanie i C’s musieli radzić sobie bez niego.

Po tym, jak goście dali sobie rzucić 74 punkty w pierwszej połowie, na trzecią kwartę wyszli dużo bardziej skoncentrowani. Efekt? 12 punktów Celtics w całej trzeciej kwarcie i zanim się obejrzeliśmy, były zespół Marcina Gortata był z powrotem w grze. Aż 8 graczy z LA rzuciło dwucyfrówki, a przewodził im Montrezl Harrell z 21 oczkami na koncie. Kilka dni temu Doc Rivers stracił swojego najlepszego zawodnika tego sezonu – Tobiasa Harrisa. Clippers utrzymują się póki co na 8 miejscu w Konferencji i to, czego nie osiągną talentem, wydaje się, że mogą śmiało nadrabiać konsekwencją i charakterem. Czego, niestety, nie można powiedzieć o niezwykle utalentowanych Celtics.

Nie ma co tu jednak pisać swoich wniosków. Wystarczy oddać głos komuś z wewnątrz. W połowie stycznia chętny do wylania swojej frustracji dziennikarzom był Kyrie Irving. Tym razem przyszedł czas na Marcusa Morrisa.

Nie bawimy się dobrze już od jakiegoś czasu. Patrzę na inne drużyny i widzę jak zawodnicy reagują na ławce…są tam podekscytowani każą akcją, grają razem, robią wszystko, by wygrać. Patrzę na nas i widzę grono indywidualistów.

Nie mamy charakteru, jesteśmy miękcy, nie bawimy się. To bardzo długi sezon.

Jeśli mamy być mistrzowską drużyną, to g***o musi się zmienić, stary. Naszym głównym celem powinno być pragnienie zwycięstwa, cokolwiek ma się wydarzyć, żeby tak się stało, jestem za tym. Trade deadline za nami, z tym składem będziemy walczyć do końca, nic się już nie zmieni.

Nie chodzi nawet o dzisiejszą porażkę, ale o nastawienie z jakim graliśmy. Chłopaki spuszczają głowy w dół. Nie ma radości z gry. Nie rywalizujemy na odpowiednim poziomie. Nawet kiedy wygrywamy, to nie cieszy nas to. Nie widzę żadnej radości w naszej grze.

W czwartej kwarcie Clippers dokończyli dzieła i dobili gospodarzy 42:26. Tym oto sposobem w ciągu dwudziestu-kilku minut, 28-punktowe prowadzenie zamieniło się w 11-punktową porażkę.

Na przemyślenia nie ma zbyt dużo czasu. We wtorek Celtics lecą do Filadelfii na mecz z 76ers, na rzecz których właśnie stracili 4. miejsce w konferencji.

Clippers zapisali się dziś za to w historii NBA.

Grzegorz Kordylas
fot. Michael Dwyer/Associated Press
Czytaj także: Linijka dnia: Harden vs George!