Mecz Clippers i Trail Blazers w Staples Center miał sporo historii. Na pierwszy plan wysunął się oczywiście Kawhi Leonard, który po 3 słabych kwartach w końcówce przejął mecz.

Portland Trail Blazers – Los Angeles Clippers 101:107

W pewnym momencie miał skuteczność 6/20 z gry i powoli docierało do nas, że też jest człowiekiem. Później trafił 3 kolejne rzuty, w sumie zdobył 18 punktów w czwartej kwarcie (po raz drugi w tym sezonie) i zapewnił Clippers zwycięstwo do spółki z Lou Williamsem. Sweet Lou trafił pod koniec rzut, który położył na łopatki jego kolegów.

W tle spotkania rozgrywała się burza medialna o stan zdrowia Leonarda, który odpoczął w spotkaniu z Bucks. Clippers obronili się faktem, że w protokołach NBA Kawhi zapisany jest jako zawodnik kontuzjowany, niezdolny do rozgrywania meczów dzień po dniu. Nie obronił się za to Doc Rivers, który za skomentowanie całej sprawy ukarany został 50 000 dolarami grzywny.

Kawhi po meczu stwierdził, że jest szoku, że NBA przygląda się jego kontuzji, ale tak czy inaczej nie czyta prasy więc nie bardzo go to interesuje.

Kolejna historia – Anfernee Simons. Dobrze zapamiętajcie to nazwisko jeśli jeszcze tego nie zrobiliście.

Część z was być może kojarzy go z minionego sezonu, kiedy to w kwietniu jako debiutant zaaplikował Sacramento Kings 37 punktów. Był to pierwszy mecz, w którym spędził na parkiecie więcej niż 12 minut, a my od razu zobaczyliśmy jego potencjał.

Dziś wystarczył moment, by wszedł w mecz. Jeden, drugi celny rzut w czwartej kwarcie i za chwilę był pierwszą opcją w ataku Terry’ego Stottsa. Efekt? 16 punktów w czwartej kwarcie – gdyby nie Kawhi to o nim mówilibyśmy w pierwszej kolejności.

Historia Anfernee jest ciekawa także z innego względu – to pierwszy od 2005 roku zawodnik, który do NBA trafił prosto z amerykańskiej szkoły średniej. W 2016 roku Milwaukee Bucks wybrali Thona Makera – ten uczył się jednak w Kanadzie.

fot. Marcio Jose Sanchez
Czytaj także: MJ na temat odpoczynku zawodników!