Słaby styczeń w wykonaniu Cavs i Raptors był idealną okazją dla Celtics, by wspiąć się w górę w tabeli Wschodu. Podopieczni Brada Stevensa nie mogli przepuścić takiej okazji.

 

Pistons – Celtics 109:113

Mimo fatalnej (3/27) skuteczności z dystansu, Pistons do ostatnich minut pozostawali w grze, prowadząc jeszcze 4,5 minuty przed końcem spotkania. Wtedy do głosu doszedł Isaiah Thomas (41pkt). Gościom przez trzy kwarty udawało się okiełznać rozgrywającego Celtics, w ostatnich minutach Thomas był dla nich jednak nieuchwytny. Trafiał z dystansu, mijał obrońców wchodząc pod kosz, wymuszał faule (15/15 z linii), znajdując każdą lukę w obronie Pistons i wykorzystując ją do maksimum:

Niemała w tym zasługa Brada Stevensa, który po każdej przerwie rozrysowywał zagrywkę umożliwiającą gospodarzom znalezienie miejsca dla swojego gwiazdora. Niczego złego nie można powiedzieć również o Pistons. Andre Drummond (28pkt/22zb) w ciągu trzech spotkań z Celtics w obecnych rozgrywkach zebrał aż 58 piłek. Pistons pozostają w walce o Play Offs, a Celtics będą mieli okazję udowodnić swoją styczniową dominację w środowym spotkaniu z Raptors.

Zobacz, jakie produkty wybraliśmy dla Ciebie!

Cavaliers – Mavericks 97:104

Gdy NBA ogłosiła terminarz na obecny sezon, Rick Carlisle pewnie tylko pokręcił głową gdy spojrzał, co czeka jego drużynę 29. i 30. stycznia. Tymczasem Mavericks, drużyna z 3 najgorszym bilansem na zachodzie, w ciągu dwóch dni pokonała dwie drużyny liczące się w wyścigu po mistrzostwo. Yogi Ferrell (19pkt) jeszcze 3 dni temu nie miał podpisanego kontraktu z żadną drużyną NBA po tym, jak Brooklyn Nets zwolnili go w grudniu. Gdy zwalniają Cię Nets, grający w tym sezonie, delikatnie mówiąc, niezbyt dobrze, nie jest to najlepsza wiadomość jaką możesz otrzymać będąc zawodowym koszykarzem. Tymczasem Ferrell, po tym jak trafił kluczowe osobiste przeciwko Spurs, dziś zatrzymał Kyrie Irvinga na skuteczności 7/21 z gry. Irving i Lebron James (23pkt/9zb/9as) nie trafili w 4. kwarcie żadnego rzutu z gry, a Cavs zakończyli styczeń z bilansem 7-8.

Kings – 76ers 119:122

Czy Sixers przestaną nas zaskakiwać? W meczu, który pierwotnie miał odbyć się 30. listopada, podkoszowi gospodarzy przeszli drogę z koszykarskiego piekła do nieba. Żaden z nich nie miał pomysłu, jak powstrzymać Demarcusa Cousinsa (46pkt/15zb), a Kings prowadzili przez większą część pierwszych 36 minut. Nawet 16-punktowa strata to jednak nic dla tegorocznych 76ers. W 3. kwarcie, pełnej współpracy między Saricem (17pkt)Okaforem (15pkt)Noelem (12pkt), a obrońcami, gospodarze rzucili aż 42 punkty. Zakończyli ją równie widowiskowo:

https://www.youtube.com/watch?v=srd6-KsR1Gg

W końcowych minutach Cousins opuścił parkiet po 6. faulu, a Arron Afflalo nie trafił rzutu, który równo z syreną mógł dać gościom dogrywkę.

Nets – Heat 96:104

Najdłuższa obecnie seria zwycięstw w lidze została przedłużona do 8. Heat, o których mało kto mówił jeszcze dwa tygodnie temu, co raz głośniej dopominają się o swoje miejsce w Play Offs. Nadal dzieli ich od tego wiele, jednak po tym, jak stali się autorami czwartej najdłuższej serii zwycięstw w obecnych rozgrywkach, nikt nie może kwestionować ich szans na osiągnięcie celu. Dziś bez problemu ograli Nets, oddając im tylko pierwszą kwartę. Na Brooklynie nie ma powodów do radości. No może oprócz Draftu 2017. Podopieczni Kenny’ego Atkinsona przegrali 17 z 18 ostatnich spotkań.

Na pozostałych parkietach:

  • Timberwolves, tak jak Sixers, nie pozwalają sobie na nudę:

    Trójka WigginsTownsRubio rzuciła dziś 72 punkty, a Wolves pokonali u siebie Magic po dogrywce, którą zapewnił im Wiggins, trafiając jumpshota na 10 sekund przed końcem spotkania.

  • Mike Conley (38pkt) w całej dotychczasowej karierze miał na koncie 5 meczów z dorobkiem +30 punktów. W 50 meczach obecnego sezonu zanotował już cztery takie występy, a dziś trafiał niemal z każdego miejsca na parkiecie, kończąc spotkanie z Suns z 7 trafionymi trójkami.
Zobacz także: Seth Curry pisze własną historię!
fot. Charles Krupa
Grzegorz Kordylas