Pierwszy medal w historii i od razu złoty! To był znakomity pokaz obu reprezentacji, ale w samej końcówce – bez Gorana Dragicia – to Słowenia miała ostatniego asa w rękawie i zakończyła turniej bez porażki! Co za wspaniała historia.

 

SŁOWENIA – SERBIA 93:85

STATYSTYKI

Serbowie od razu rozpoczęli od agresywnych podwojeń Gorana Dragicia i Luki Doncicia na obwodzie. Dla Słowenii pierwszych pięć punktów zdobył Edu Murić, który najpierw trafił z dystansu, a potem wykończył akcję trudnym lay-upem. Początek starcia był wymianą ciosów. Mieliśmy wielkie oczekiwania wobec tego pojedynku. Obie drużyny miały dostarczyć koszykówkę najwyższych lotów. Zgodnie z oczekiwaniami, Słowenia w początkowej fazie miała spore problemy z obroną obręczy. Gracze trenera Djordjevicia kierowali tam niemal wszystkie podania. Po znakomitym wjeździe w kontrze Bogdana Bogdanovicia, Serbowie wyszli na prowadzenie 18:13. Trener Igor Kokoskov natychmiast poprosił o przerwę.

Słoweniec Prepelić natychmiast odpowiedział 5 oczkami z rzędu. Kokoskov wykorzystał go jako element zaskoczenia. Po pierwszych 10 minutach na tablicy widniało 22:20 dla Serbii. Słowenia odzyskała prowadzenie po faulu Milana Macvana na Anthonym Randolphie rzucającym za trzy. Dwie sekundy później Goran Dragić kończył akcję pod koszem po złym podaniu i przechwycie Randolpha. Ale Bogdanović po time-oucie odpowiedział rzutem za trzy! Robiło się coraz goręcej. Słoweńcy nie mogli jednak lekceważyć strzelców rywala. Bogdanović próbował wykorzystać otwarte pozycje kolegów po swoich penetracjach. Za chwilę jednak highlightem meczu popisał się… Doncić!

Wsad w kontrze 18-latka zmusił Aleksandara Djordjevica do skorzystania z przerwy na żądanie. Po serii punktów wrzucającego wyższy bieg Dragicia, było już 38:28 dla Słoweńców. Zespół musiał jednak mieć się na baczności i pilnować dyscypliny. Po trójce z otwartej pozycji Marko Guduricia, którego dobrze wypatrzył Macvan, strata Serbów zmalała do 5 oczek. Ale to była kwarta Gorana Dragicia. Zawodnik Miami Heat wspiął się na absolutne wyżyny swojego talentu odzyskując dla swojej drużyny dwucyfrowe prowadzenie. W samej drugiej kwarcie zanotował 20 OCZEK!

Zobacz produkty, które wybraliśmy dla Ciebie!

Na trzecią kwartę Słowenia wracała z prowadzeniem 56:47 i ciągle trzymali Serbów w garści. Najpierw trójka Gorana, a za moment akcja 2+1 Gaspara Vidmara. Ekipa Djordjevicia miała problem przede wszystkim z obroną Dragicia. Zostawianie mu miejsca po wyjściu zza zasłony nie było najlepszym pomysłem. Za to Doncić miał kłopot z podejmowaniem decyzji. Próbował kreować po wejściach, ale nie potrafił reagować na zachowanie obrony przeciwnika. Na domiar złego doznał poważnego urazu kostki na niespełna 5 minut przed końcem trzeciej kwarty. To mógł być moment zwrotny tego meczu. Po punktach Stimaca spod kosza, strata Serbii zmalała do 2 punktów.

Atutem Słowenii bez wątpienia były time-outy. Po każdej przerwie wracali na parkiet z konkretnym zamysłem, który przynosił im punkty. To świadectwo pracy Kokoskova. Przed finałową 10-tką Słowenia prowadziła 71:67. Dobre minuty – gdy na parkiecie nie było Dragicia – dał Jaka Blazić, który aż do czwartej kwarty pozostawał bez punktów. Jednak Słoweńcy zaczęli popełniać błędy w obronie, zostawiając dużo miejsca do penetracji i łatwych punktów Serbów. Dragić spudłował cztery rzuty z rzędu. Punkty z post-up Muricia pozwoliły Serbii wrócić na prowadzenie 78:77. Ale w kolejnej akcji zaraz odpowiedział Prepelić za trzy!

Zespoły weszły w crunch-time. Na 3 minuty przed końcem był remis 82:82. Mimo problemów z energią Dragicia, atak przejęli Prepelić i Randolph. Panowie zapewnili swojej drużynie 6-punktowe prowadzenie po błędach w obronie Serbii. Trener Djordjević miał inne zdanie, ale to jego zespół stanął przed widmem rozczarowującego srebra. Kokoskov podjął odważną decyzję odsuwając od gry Dragicia. To Bogdan Bogdanović miał oddać najważniejszy rzut dla swojej reprezentacji, ale piłka odbiła się od obręczy i Słowenia na linii rzutów wolnych zakończyła mecz! SŁOWENIA MISTRZEM EUROPY! 35 punktów Gorana Dragicia.

Zobacz także: Brąz dla LaRoja
fot. FIBA.com
Michał Kajzerek
@mkajzerek