Seria pięciu wygranych z rzędu Houston Rockets przerwana. Podopieczni Mike’a D’Antoniego zaczęli mecz w Miami dokładnie tak, jak skończyli ten w Waszyngtonie – od deszczu trójek. Później było już jednak dużo trudniej, a sytuację skomplikowała dodatkowo kontuzja Chrisa Paula.

 

Houston Rockets – Miami Heat 99:101

Rockets rozpoczęli z wysokiego C – zaaplikowali Heat kilka trójek, aż mogło się wydawać, że dzień po ustanowieniu rekordu NBA idą po kolejny. W drugiej kwarcie gospodarze zaczęli jednak odrabiać straty, a Rockets stracili dużo więcej, niż kilka punktów po własnych błędach:

Szczegółowe badania Chris przejdzie dzisiaj, póki co wiadomo jednak, że uraz ścięgna udowego wykluczy go przynajmniej z kilku spotkań. Wszystko wskazuje więc na to, że CP3 nie wybiegnie już w tym roku na parkiet.

SPRAWDŹ AKTUALNE KODY RABATOWE NA DUŻERABATY.PL

Przewijamy do czwartej kwarty, w której Heat zmarnowali 11-punktowe prowadzenie i dali Rockets szansę na wygranie szóstego meczu z rzędu. Przy stanie 96:101. James Harden (35pkt) oddał piłkę w ręce Erica Gordona, a ten zamienił okazję na trzy punkty. W kolejnej akcji dwa nieudane podejścia do rozstrzygnięcia meczu miał Dwyane Wade (10pkt, 4/17 z gry) i Rockets odzyskali nadzieje. W ostatniej akcji wystarczyły im dwa punkty do doprowadzenia do dogrywki. D-Wade po meczu przyznał:

Jeśli ktokolwiek z Rockets trafiłby ten rzut, przeżylibyśmy to. Ale nie mógł to być James Harden.

Heat z całych sił utrudnili więc Hardenowi wypracowanie sobie pozycji do rzutu, a piłka znów powędrowała do Erica Gordona. Ten był dosłownie centymetry od zapewnienia Rockets zwycięstwa – postanowił bowiem rzucić za trzy. Rockets oddali aż 54 rzuty z dystansu – tylko jeden mniej w porównaniu z rekordowym meczem dzień wcześniej.

Dla Heat było to trzecie zwycięstwo z rzędu, dzięki któremu podopieczni Erika Spoelstry zrównali się bilansem z sąsiadami z Orlando, piastującymi 8. miejsce na Wschodzie. Na Zachodzie jest dużo ciaśniej – Rockets także znajdują się na ósmej pozycji, dzielą ją jednak z dwoma zespołami z identycznym bilansem – Grizzlies i Kings.

Czytaj także: Gallo pogonił Doncica!