To nie był ładny mecz. To nie był bezbłędny mecz. Jednak są powody do zadowolenia! Czy Polska przekuje tą porażkę w awans do 1/8 Finału ME?

 

W pierwszej połowie nic nie wskazywało, że będzie to mecz, który będzie potrzebował do rozstrzygnięcia aż dwóch dogrywek. Ba, nie zapowiadało się nawet na jedną.

W pierwszej połowie podopieczni Mike’a Taylora mieli kłopoty z grą w ofensywie i łatwo tracili ciężko wypracowane punkty. Z przewagi dwóch punktów w ciągu kilku minut potrafiło zrobić się nawet 14 punktów różnicy. Ostatecznie pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 36 – 32 dla Finów.

To w znacznej mierze zasługa Tomasza Gielo, który wprowadzony w drugiej kwarcie był skupiony na obronie Lauriego Markkanena i dzięki swoim rozmiarom mógł nawiązać z nim walkę w obronie. Często na przejęciu pomagał mu Adam Waczyński, co również dobrze działało nie tylko w drugiej kwarcie, ale również w całym spotkaniu. Dobre momenty mieli też Przemek Karnowski, Adam Waczyński i Mateusz Ponitka. Warta również odnotowania była praca na tablicach Damiana Kuliga.

W drugiej połowie rozpędzeni Polacy przejęli inicjatywę w tym spotkaniu. Graliśmy odważnie, wykorzystując aż do bólu błędy przeciwnika. Może z wyjątkiem początku trzeciej kwarty, podczas której zrobił się kolejny zastój w ofensywie Polaków. W zasadzie od momentu, kiedy Adam Waczyński został sfaulowany przy próbie rzutu za trzy punkty, zaczęliśmy odrabiać zaległości. Nawet udało nam się wyjść na prowadzenie po pierwszych dziesięciu minutach drugiej połowy.

Zobacz produkty, które wybraliśmy dla Ciebie!

Sił na wypracowanie i utrzymanie przewagi wystarczyło na 90% czwartej kwarty. Na 93 sekundy przed końcem spotkania biało-czerwoni prowadzili dziewięcioma „oczkami” 66 – 57. Po tym czasie nie byliśmy zdobyć żadnego punktu, pozwalając przeciwnikowi odrobić straty i doprowadzić do dogrywki.

Strata tego ciężko wypracowanego prowadzenia miała „wielu ojców”, jednak gwoździem do trumny było wybicie piłki w wykonaniu Łukasza Koszarka. Koszarek chciał podać do wbiegającego w pole trzech sekund Mateusza Ponitki, lecz zrobił to w bardzo sygnalizowany sposób. To wystarczyłoby Lauri Markkanen przeciął linię podania i wsadem ustalił wynik na 66 – 66.

Faktycznie – wcześniejsze błędy dodające prędkości pogoni Finów miały wpływ na końcowy wynik (patrz faul Tomka Gielo na Markkanenie), jednak coś takiego w wykonaniu tak doświadczonego gracza ciężko wytłumaczyć.

W dogrywkach nie obyło się również bez błędów i niewykorzystywania atutów. Przykładem niech będzie posiadanie Polaków, w którym AJ Slaughter dostał „wysoką” zasłonę od Przemka Karnowskiego. Karnowski zaraz po postawieniu zasłony ruszył w kierunku kosza i zamiast dostać piłkę, musiał podziwiać próbę rzutu z dystansu rozgrywającego Polski.

A takich zagrań było więcej.

Podsumowując, to był naprawdę dobry mecz Polaków, którego nie powinni się wstydzić. Błędy, błędami, ale były w tym spotkaniu elementy zasługujące na pochwałę. Przemek Karnowski i jego przegląd gry, Slaughter umiejący od czasu do czasu pokazać się w roli „trafiam skąd chcę i jak chcę”, aktywny w obronie i wykorzystujący swoje warunki fizyczne Tomek Gielo, Adam Wa3ński i jego charakter oraz wola walki, Damian Kulig i jego wsparcie na obu tablicach (zwłaszcza w pierwszej połowie), Mateusz Ponitka i masa rzeczy niewidocznych w pomeczowym protokole.

Po trzech kolejkach Polska zajmuje czwarte miejsce w grupie A. Reprezentacja naszego kraju ma taki sam bilans, co Grecja (1 zw. 2 por.) Wszystko wskazuje na to, że to właśnie z Grecją będziemy walczyć o awans do ćwierćfinałów.

Następne spotkanie Polska rozegra przeciwko Francji, która awans ma już w kieszeni. Dzień później ostatnim przeciwnikiem fazy grupowej ME w Helsinkach będzie Grecja.

Zobacz także: 3-0 Smoka Gorana, Słowenia po medal?
fot. A. Romański/PZKosz
V: Zarychta Highlights
Michał Górny