Rzuty za trzy zrewolucjonizowały NBA. Z roku na rok padają rekordy trójek w każdej kategorii, Stephen Curry trafiający z niemal każdej pozycji boiska stał się ikoną nowego stylu gry, a ci, którzy trafiają z dystansu najwięcej – zazwyczaj wygrywają. Można taką grę kochać, można jej także nienawidzić – tak jak Gregg Popovich.

 

Drugi sezon z rzędu San Antonio Spurs zajmują 28. miejsce w klasyfikacji trafionych trójek. Gregg Popovich nie jest i nigdy nie będzie ich fanem. Po wygranym meczu z Chicago Bulls postanowił przypomnieć o tym po raz kolejny:

Nienawidzę tego, ale zawsze tak było. Nienawidzę trójek od 20 lat. Dlatego przez cały czas żartuję, że jeśli będziemy zmieniać zasady, zróbmy rzut za 4 punkty. Skoro wszystko kochają trójki, naprawdę pokochają czwórki. Ludzie będą wyskakiwać z miejsc jeśli wprowadzimy też rzuty za pięć punktów. Byłoby super. Nie ma już koszykówki, nie ma w niej piękna. Jest dziś nudna. Ale jest jak jest, trzeba się przyzwyczaić i pracować dalej.

SPRAWDŹ AKTUALNE KODY RABATOWE NA DUŻERABATY.PL

Stephen Curry się nie zgadza:

Trener Spurs idzie dalej:

Patrzysz na statystyki po meczu i pierwsze, co zwraca twoją uwagę, to trafione trójki. Jeśli ty trafiasz, a rywale nie, wygrywasz. Nie patrzysz nawet na zbiórki, straty, czy jak dobrze radziłeś sobie w bronieniu kontr. To nieistotne. Do tego stopnia rzuty za trzy zdominowały grę i wpłynęły na to, jak wszyscy dziś grają.

Cóż, trudno wygrać z systemem. Zwłaszcza takim, w którym rzuty za trzy faktycznie mogą zapewnić ci mistrzostwo. Zapytajcie Golden State Warriors.

fot. Carlos Avila Gonzalez / The Chronicle
Czytaj także: Howard potrzebuje operacji?!