Kiedy dwa lata temu Kyrie Irving zażądał transferu i trafił do Celtics nie mieliśmy wątpliwości – przygoda w Bostonie będzie dla niego egzaminem dorosłości. Rok temu przez kontuzję opuścił play offy, podczas gdy jego młodsi koledzy zszokowali resztę ligi awansując do najlepszej czwórki. Tej wiosny nastroje kibiców w TD Garden łączy jedno – rozczarowanie.

 

Rozczarowanie postawą w sezonie regularnym. Między październikiem, a kwietniem, podopieczni Brada Stevensa raz za razem brali swoich kibiców na przejażdżkę karuzelą. Pierwsze 20 występów podzielili po równo – 10 wygranych i 10 porażek. Gordon Hayward nie wyglądał jak skrzydłowy Jazz, któremu Celtics zaproponowali prawie 130 milionów dolarów za cztery lata gry. Jayson Tatum i Jaylen Brown nie przypominali samych siebie z play offów, a sytuację ratował tylko Kyrie, który od początku sezonu wziął na siebie rolę lidera.

Chwilę później – Bang. Celtics wygrali 8 meczów z rzędu, Hayward przebudził się rzucając 30 punktów przeciwko Minnesocie, a reszta drużyny zaczęła nadążać za Kyriem – wreszcie widzieliśmy kolektyw graczy, którzy mają tylko jeden cel – mistrzostwo. Nie na długo. Między 16 grudnia a 15 stycznia C’s dwukrotnie zaliczyli serię 3 porażek z rzędu, a z ich szatni zaczęły napływać pierwsze niepokojące symptomy. Kyrie Irving zaczął krytykować zaangażowanie swoich kolegów z drużyny, Marcus Morris przyznał, że z zazdrością patrzy, jak pozostałe zespoły ,,bawią się” grą w koszykówkę, a na całą drużynę raz po raz spadała fala krytyki za słabą, pozbawioną polotu grę. No to doczekaliśmy się kolejnego wytchnienia. 10 wygranych w 11 meczach, przerwane tylko porażką po znakomitym meczu z Golden State Warriors i znów zaczęliśmy brać Celtics na poważnie. Do końca sezonu zdarzały im się lepsze i gorsze mecze, a walka o przewagę parkietu w pierwszej rundzie trwała do ostatniej kolejki.

Osłabiona brakiem Victora Oladipo Indiana poddała się w czterech meczach. Celtics, niesieni dobrym wynikiem rozjechali Milwaukee Bucks w pierwszym meczu drugiej rundy i kiedy wydawało się, że jesteśmy świadkami kolejnej pięknej historii z udziałem ekipy z Bostonu – czar prysł. Razem z nadziejami kibiców.

Bucks obnażyli wszystkie słabości Celtics. Demony z sezonu regularnego wróciły. Brak pełnego zaangażowania, brak pomysłu na grę, a przede wszystkim – brak lidera. Według wielu Kyrie Irving odebrał dziś Russellowi Westbrookowi tytuł największego rozczarowania tej wiosny. Bucks zatrzymali go na 35% z gry w całej serii oraz na fatalnej skuteczności z dystansu (22%). Kyrie robił co mógł, by przełamać klątwę, jednak jego próby sprawiały, że kibice Celtics coraz głębiej chowali twarz w dłonie. Pozostało pytanie – czy były to ostatnie chwile Irvinga w barwach Celtics?

Przechodząc z Cleveland do Bostonu, Kyrie dostał czego chciał – stabilną organizację z piękną historią, trenera-wizjonera, drużynę gotową na sukces i rolę lidera, o której mógł tylko pomarzyć występując u boku LeBrona Jamesa. Dziś do wypełnienia pozostał mu rok kontraktu, będący opcją zawodnika, a plotki dotyczące jego przyszłości nie mają końca. Dobrze pamiętamy jednak jego słowa z początku sezonu:

Jednakże dobrze wiemy, jak zawodnicy i organizacje podchodzą dziś do tematu lojalności. Każde wypowiedziane słowo szybko może popaść w niepamięć. Zwłaszcza, kiedy w grę wchodzi współpraca z innymi supergwiazdami ligi i szybsza droga do celu. Dotychczasowa przygoda Irvinga z Celtics może być określana jako bardzo niefortunna – kontuzje, konflikty, mocny Wschód. Kyrie może spalić mosty w Bostonie i zacząć od nowa gdzie indziej, lub walczyć o 18. tytuł w historii organizacji. Ta, o ile nie zdecyduje się na oddanie swoich młodych gwiazd (Tatum, Brown) nie ma jednak zbyt wiele do zaoferowania tego lata. Kontrakty Haywarda, Horforda i samego Irvinga blokują możliwości finansowe C’s, którzy nie mogą równać się pod tym względem z Knicks, czy Lakers.

Na papierze Celtics to jednak nadal drużyna gotowa do walki o najwyższe cele. Czy w nowym sezonie przystąpią do niej z Irvingiem w składzie?

fot. Michael Dwyer
Czytaj także: Durant wypada do końca serii z Rockets?!