Nie lada kontrowersje przyniosły końcowe sekundy pojedynku Warriors-Timberwolves. Niezależnie od tego, kto ma rację, uwagę mediów przykuł zwłaszcza fakt, że zawodnicy Golden State nie cofali się przed drwinami w stronę sędziego tego spotkania, Marata Koguta.

 

Więcej o meczu napisaliśmy TUTAJ.

Po kolei.

Na 5,8 sekundy przed końcem meczu piłka trafia w ręce Kevina Duranta. Ten trafia za trzy, a sędziowie odgwizdują faul. Radość Warriors trwa jednak krótko – okazuje się, że gwizdek dotyczył faulu przed rzutem i piłka znów trafia za linię autu.

Na zegarze pozostaje 4,4 sekundy. Piłka trafia do Stephena Curry’ego, a ten daje sobie czas zanim trafia z narożnika i wyrównuje wynik na pół sekundy przed końcową syreną. Zawodnicy Dubs biegną w stronę sędziego i wytykają go palcem, dając mu do zrozumienia, że jego ,,plan” się nie powiódł.

Kiedy Timberwolves wyprowadzają piłkę z autu, na zegarze pozostaje 0,5 sekundy. Piłka wędruje w stronę kosza, jednak Karl-Anthony Towns nie jest w stanie jej złapać. Według arbitrów – przez faul Kevina Duranta. KAT trafia na linię osobistych i zapewnia gospodarzom zwycięstwo.

Po meczu rzecz jasna zaczyna się pogoń za cytatami – każdy z reporterów pyta graczy Warriors o decyzje sędziów, a ci, zdając sobie sprawę z konsekwencji, starają się być choć w minimalnym stopniu dyplomatyczni. Ani Curry, ani Durant, nie ograniczają się jednak tylko do neutralnych komentarzy. Ten pierwszy mówi o tym, że sędzia Marat Kogut ,,był MVP tego spotkania”. KD nazywa arbitra ,,najlepszym zawodnikiem, jaki biegał dziś po parkiecie” Dodał również:

Nie mówię, że powinni wręczyć nam zwycięstwo, ale zasłużyliśmy na przynajmniej pięć dodatkowych minut koszykówki.

[…]

[W akcji w której trafiłem za trzy] Sędzia najwyraźniej wiedział, że zostanę sfaulowany. Jest tak dobry w swoim zawodzie, że użył gwizdka tuż przed tym jak trafiłem. Musi być najlepszym arbitrem w historii.

Posypią się kary?

Czytaj także: Celtics i Pacers w batalii o przewagę parkietu