Kevin Durant spadł na parkiet, zrobił kilka kroków i obrócił się myśląc, że ktoś go nadepnął. Obrazki były bardzo niepokojące, ale ostatecznie gwiazda uniknęła kontuzji wymagającej operacji. Kibice Golden State Warriors mają jednak powody do niepokoju.

 

Urazu Kevin Durant nabawił się w trzeciej kwarcie meczu, gdy Houston Rockets zamknęli wysoką stratę i rozpoczęli spotkanie od nowa. Dzięki dobrej dyspozycji Klaya Thompsona i nieco lepszej skuteczności Stephena Curry’ego, Golden State Warriors udało się odpowiedzieć na grę rywala w końcówce czwartej kwarty i ostatecznie zapisać na swoje konto trzecie zwycięstwo. Zatem do Teksasu ekipa mistrzów jedzie po kolejny awans. Wiemy już, że KD w tym spotkaniu nie zagra. Na tym się jednak nie skończy.

SPRAWDŹ AKTUALNE KODY RABATOWE NA DUŻERABATY.PL

Sztab medyczny Warriors zdiagnozował u KD łagodne naciągnięcie łydki w prawej nodze, a to oznacza minimum tydzień przerwy. Co za tym idzie – Durant w serii z Rockets już nie zagra, więc przed Warriors bardzo duże wyzwanie. W gruncie rzeczy stracili swojego najlepszego zawodnika i muszą szukać sposobu na zastąpienie jego produktywności. Presja naturalnie spadnie na Curry’ego i Thompsona. De facto, gdy Durant za tydzień ponownie przejdzie badania, niewykluczone, że sztab medyczny wydłuży jego absencję o kolejny tydzień, więc KD mógłby stracić początek ewentualnego finału konferencji. Z drugiej jednak strony, dobrze dla samego zawodnika, że uraz nie wymaga operacji i jest kwestią tygodni, nie miesięcy.

Zobacz także: Pora na rozstanie?
Michał Kajzerek
@mkajzerek