Mieszane uczucia mogą towarzyszyć Luka Doncicowi po wczorajszym meczu. Z jednej strony – pokazał się całemu światu jako jeden z najbardziej utalentowanych nastolatków w dzisiejszej koszykówce. Z drugiej, musiał przedwcześnie opuścić finał z powodu skręcenia kostki. Na dłuższą metę nie ma to jednak znaczenia – o Luce Doncicu usłyszymy jeszcze nie raz. Jego gwiazda dopiero zaczyna świecić.

 

Jeśli tak wygląda początek jego kariery – to jak daleko ten 18-letni jeszcze zawodnik może zajść? Póki co najważniejszy jest jego stan zdrowia. Świętowanie złotego medalu raczej nie sprzyjało badaniom lekarskim stąd o stanie kostki Doncica póki co wiemy niewiele. Cała sytuacja nie wyglądała jednak dobrze:

Aby odebrać złoty medal Doncic musiał liczyć na pomoc kolegów, którzy dosłownie zanieśli go, by razem z nimi cieszył się ze zwycięstwa. Zwycięstwa, które w ogromnym stopniu było także jego dziełem. To on trafiał wielkie rzuty w półfinale, a w całym turnieju wykazywał się dojrzałością i umiejętnościami, których pozazdrościć mógłby mu niejeden weteran europejskich parkietów. Efekt? Do złotego medalu dołączyło miejsce w najlepszej piątce turnieju i niemal pewny wybór w przyszłorocznym Drafcie. Doncic ma przed sobą kolejny sezon w Realu Madryt. Jeżeli nie spuści z tonu, co trudno sobie wyobrazić, miejsce w TOP5 Draftu 2018 wydaje się być formalnością. Oczywiście nie takie przypadki ten sport już widział. Byli równie utalentowani, dynamiczni, wzbudzający zachwyt. Ale Doncic wydaje się być historią inną niż wszystkie. 18-letni chłopak, który JUŻ jest gotowy na grę na najwyższym poziomie i nie ucieka od odpowiedzialności. To nie zdarza się często.

 

Miejsce, w którym obecnie znajduje się 18-letni Luka, to nie przypadek. Jego ojciec, Sasa Doncic, to dobrze znany w całej Słowenii zawodnik, który dwukrotnie sięgał po mistrzostwo tego kraju. W 2008 roku dokonał tego grając u boku Gorana Dragica, wtedy 21-letniej nadziei słoweńskiej koszykówki. Dziś role się odwróciły. To Dragic, choć jeszcze nie u schyłku kariery, ale jednak weteran międzynarodowych parkietów, gra u boku młodszego Doncica, będąc dla niego mentorem, o jakim marzy chyba każdy nastolatek grający w kosza. Goran Dragic i Sasa Doncic rozegrali wspólnie ponad 100 spotkań w lidze słoweńskiej. Ich drogi rozdzieliły się, gdy 22-letni Dragic dołączył Phoenix Suns i zadomowił się w NBA. Za rok może dołączyć do niego jego młodszy kolega, z którym właśnie sięgnął po pierwsze w historii kraju mistrzostwo Europy.

Luka nie wybrał koszykówki – to ona wybrała jego. Już jako dziecko miał na kim się wzorować. Oprócz ojca, na którego meczach bywał regularnie, wzorem dla młodego zawodnika był jego ojciec chrzestny – Rasho Nesterovic. Tak się składa, że ten mierzący ponad 210cm center spędził aż 12 lat w NBA, grając w Minnesocie, San Antonio, Toronto i Indianie. Karierę w Stanach skończył 7 lat temu. Już wtedy Luka Doncic był pod obserwacją skautów i trenerów w Słowenii. Od najmłodszych lat zadziwiał przeglądem pola, opanowaniem i precyzją podań i rzutów. Kiedy Sasa Doncic zamieniał klub Domzale na Union Olimpija w 2007 roku, trener Olimpia Basketball School, Grega Brezovec, zaprosił młodego Lukę na trening do klasy 99′. Zaledwie 16 minut po rozpoczęciu treningu młody Doncic był już w grupie o 3 lata starszej – tak bardzo dominował już nad swoimi rówieśnikami. Tak przebiegała jego kariera od najmłodszych lat – przez cały czas testowany był w meczach ze starszymi od siebie. W wieku 8 lat grał na turniejach do lat 12. Nic dziwnego, że dziś nie peszy go gra przeciwko weteranom dużo bardziej doświadczonym od siebie. Luka robi to od najmłodszych lat.

W kwietniu 2012 roku, 13-letni Doncic rzucił 54 punkty, zebrał 11 piłek i rozdał 10 asyst w finale turnieju Lido di Roma. Wcześniej miał już do czynienia z Realem Madryt, który zapraszał go na testy, a także turnieje towarzyskie. Dopiero po turnieju w Rzymie włodarze klubu zdecydowali, że chcą mieć Lukę u siebie, choć nieczęsto zdarza się, by do szkółki najbardziej utytułowanego klubu w Hiszpanii sprowadzano tak młodych zawodników z innych krajów. Dla Doncica warto było jednak zrobić wyjątek. Samemu zawodnikowi wyjazd również się opłacił – choć początki były bardzo trudne. Nic dziwnego – niewielu z nas w wieku 13 lat przeprowadza się w nowe miejsce, z dala od rodziny. Cristiano Ronaldo opuścił rodzinną Maderę na rzecz Sportingu Lizbona będąc w podobnym wieku i znosząc to równie ciężko. On przynajmniej został w rodzimym kraju – Luka musiał zaadaptować się do całkiem innych warunków, niż te do których przywyknął w Słowenii.

Ale Real Madryt to nie pierwszy lepszy klub, który swoją renomę zdobył z przypadku. Jedna z najlepszych akademii sportowych w Europie zadbała o swój nowy talent najlepiej jak potrafiła – i nie ustępowała w stawianiu przed nim kolejnych wyzwań. Doncic kontynuował grę ze starszymi od siebie i robił niesamowite postępy. Już w pierwszym roku został MVP turnieju Minicopa, zadziwiając obserwatorów swoją dojrzałością. Nadal był w wieku gimnazjalnym, a na parkiecie już potrafił robić rzeczy, które znamy z zawodowej koszykówki.

W międzyczasie przez cały czas odwiedzał treningi pierwszej drużyny. Tam miał się od kogo uczyć. Gracze tacy jak Sergio Llull, czy jego imiennik – Rodriguez, przekazywali mu tajniki swojej gry, a młody Doncic chłonął wszystko jak gąbka. W 2016 roku przyszedł przełomowy moment w jego karierze. Llull nie mógł zagrać przeciwko CSKA Moskwa w wyjazdowym meczu Euroligi, co oznaczało kilka minut ekstra dla Doncica i pierwszy poważny test w dorosłej koszykówce. Zawodnik CSKA i był DPOY w Eurolidze, Kyle Hines, wspomina, że wraz z resztą drużyny chcieli postraszyć młodego zawodnika i wywrzeć na nim presję za każdym razem, gdy piłka trafi w jego ręce. Doncic się nie przestraszył – w ciągu 13 minut na parkiecie trafił 3 trójki, zdobył 12 punktów i zebrał pięć piłek, a skauci z reszty Starego Kontynentu mogli tylko zastanawiać się, jakim cudem Real Madryt sprzątnął im sprzed nosa taki talent. W sumie w tamtym sezonie Doncic zagrał w aż 51 meczach Realu w ACB i Eurolidze. Lato 2016 poświęcił na dodatkowe treningi wzmacniające siłę i podstawy gry. Na efekty nie trzeba było długo czekać.

Anthony Randolph, który był równie ważnym ogniwem Słoweńskiej kadry na Eurobaskecie, to na co dzień kolega Doncica z Realu. Na przełomie swojej kariery grał obok największych europejskich talentów ostatnich lat. Ricky Rubio, Danilo Gallinari, Evan Fournier – każdy z nich od najmłodszych lat wykazywał się ogromnym potencjałem, ale według Randolpha, żaden nie potrafił robić takich rzeczy w jego wieku. Choć w lutym skończył dopiero 18-lat, w minionych rozgrywkach Euroligi był jedynym graczem, którego średnie per 40 minut były na poziomie 15/8/8.

Piękna historia Luki Doncica rozpoczyna się tak, jak dotychczas chyba żadna kariera europejskiego zawodnika. Doncic ma szansę za rok stać się pierwszym obwodowym z Europy, który dołączy do NBA jako #1 Draftu. W 99% takich przypadków moglibyśmy martwić się o chłodną głowę zawodnika. Czy wytrzyma presję? Czy międzynarodowa już sława nie uderzy mu do głowy? Doncic wydaje się być jednak nastawiony tylko na jeden cel – wnieść się na wyżyny koszykarskich umiejętności. W jego grze widać nie tylko dojrzałość, którą zazwyczaj widujemy u graczy z kilkuletnim doświadczeniem, ale przede wszystkim pasję i radość odpowiednie do jego wieku. Jednocześnie ojciec, doświadczony koszykarz, oraz ludzie, którzy na co dzień czuwają nad jego rozwojem w Madrycie, mogą uchronić go przed pułapkami czyhającymi na młodych sportowców i ukierunkować tak, by Luka robił to, co dla niego najlepsze.

Wszystko to sprawia, że zamiast machać ręką i mówić, że takich przypadków było już wiele, oglądamy jego grę z zachwytem i zastanawiamy się – jak daleko ten chłopak może zajść? Sky is the limit mówią w Stanach. Gwiazda Luki Doncica już wkrótce powinna zabłysnąć także i tam.

Artykuł napisany na podstawie tekstu Mike’a Schmitza z ESPN.

Grzegorz Kordylas
fot. FIBA
Czytaj także: Hiszpana żegna Navarro