Role lubią odwracać się w tej serii. Dopiero co wychwalaliśmy Toronto Raptors za drużynową grę, która zdjęła nieco presji z barków Kawhi Leonarda i ograniczyła poczynania gwiazd Filadelfii. Dziś dokładnie to samo możemy powiedzieć o podopiecznych Bretta Browna. Wracamy do Toronto na Game 7, którego stawką jest nie tylko awans do Finałów Konferencji.

 

Toronto Raptors – Philadelphia 76ers 101:112

To byli zupełnie inni Sixers niż w meczu numer 5. Ben Simmons raz za razem z agresją atakował kosz rywali. Joel Embiid, choć znów zaczął od słabej skuteczności (36% z gry w całej serii), z czasem zrobił różnicę w pomalowanym, a po urazie kolana i chorobie nie było ani śladu. Spytajcie Leonarda.

Po dwóch meczach bezradności ze strony swoich kolegów, Jimmy Butler (25pkt) wreszcie doczekał się pomocy. Nie ma wątpliwości kto jest liderem tej drużyny. To Jimmy bierze na siebie odpowiedzialność w ważnych momentach, pokrzykuje na kolegów i motywuje ich do lepszej gry. Jest głosem i sercem całej drużyny, a kiedy trzeba – oddaje piłkę we właściwe ręce. A tych dziś nie brakowało. Mike Scott i JJ Redick trafili po 3 trójki i choć na tablicy wyników po syrenie końcowej widniała 11-punktowa różnica, tak naprawdę przewaga Sixers była dużo bardziej wyraźna.

Raptors stać było na pojedyncze zrywy – tak jak run 12-0 w drugiej kwarcie, jednak to wszystko. Jedynymi jasnymi punktami na przestrzeni całego spotkania znów byli tylko Leonard (29pkt) i Siakam (21pkt), jednak nawet oni nie zagrali na miarę swoich możliwości. Role w stosunku do meczu numer 5 po prostu się odwróciły i to Sixers przejęli kontrolę.

W niedzielę obie drużyny zagrają o coś więcej, niż awans.

Jimmy Butler (opcja zawodnika) i Tobias Harris (koniec kontraktu) najprawdopodobniej doczekają się mnóstwa nowych ofert. Porażka w drugiej rundzie może znacznie pokrzyżować plany 76ers na zbudowanie kolektywu na lata. O swoją posadę walczyć będzie Brett Brown. Dodatkowo, latem klub stanie także przed decyzją przedłużenia kontraktu z Benem Simmonsem – czy 22-latek zasługuje na maksymalny kontrakt?

Raptors, którzy od lat pompują balonika, by zawieść w play offach, także stawiają wszystko na jedną kartę. Kibice mają dość porażek w najważniejszych momentach. A co ważniejsze – chyba wszystkim mieszkańcom Toronto zależy na zatrzymaniu w mieście Kawhi Leonarda. K-Wow niesie zespół na swoich barkach przez cały sezon – czy w przypadku porażki w drugiej rundzie będzie chciał dać Raptors drugą szansę?

Game 7 w nocy z niedzieli na poniedziałek. Szykujcie się na wojnę.

fot. Sporting News
Czytaj także: Durant wypada z serii z Rockets!