Los Angeles Clippers nie są organizacją, która może poszczycić się wieloma sukcesami. W swojej 48-letniej historii (wcześniej jako Buffalo Braves) ani razu nie zagrali w Finałach NBA, a do play-offs awansowali zaledwie 13-krotnie. Nie mają nawet swojego przedstawiciela pod kopułą Staples Center. Doc Rivers ma nadzieję, że wkrótce to się zmieni.

 

Trener Clippers zaskoczył nieco opinię publiczną przed wczorajszym meczem z Dallas Mavericks. Nie ulega wątpliwości, że to właśnie za jego czasów drużyna osiąga największe sukcesy w swojej historii. Rivers na kandydata do zastrzeżenia koszulki wybrał jednak, dość nieoczekiwanie, DeAndre Jordana – jako tego, który jako pierwszy powinien doczekać się swojego nazwiska pod kopułą hali.

Kiedy myślisz o DeAndre, bardziej niż w jakimkolwiek innym przypadku, do głowy od razu wpadają Clippers. Myślę, że DJ zasłużył na to, by zastrzeżono jego numer gdy skończy karierę. Nie mam co do tego wątpliwości.

SPRAWDŹ AKTUALNE KODY RABATOWE NA DUŻERABATY.PL

Dlaczego taki komentarz może być zaskakujący? Jordan był częścią słynnego Lob City, drużyny, która w latach 2012-2017 rok w rok dostawała się do play-offs i rok w rok starała się namieszać. Sęk w tym, że dwoma głównymi aktorami w tym spektaklu byli Chris Paul i Blake Griffin. Dziś także i oni grają poza LA.

W starciu ze swoją byłą drużyną, Jordan zdobył 11 punktów i zebrał aż 22 piłki. Mavs przegrali z Clippers 121-125.

Czytaj także: Podwójny pech Rockets!