Po udanym meczu numer 3, Minnesota Timberwolves równie obiecująco rozpoczęli Game 4. W pierwszej połowie zatrzymali Hardena i Rockets na słabej skuteczności, jednak goście ani na chwilę nie stracili pewności siebie i w trzeciej kwarcie praktycznie rozstrzygnęli losy serii.

 

Houston Rockets – Minnesota Timberwolves 119:100

Oglądając transmisję, w pierwszej połowie trudno było usłyszeć komentatora – wrzawa w Target Center była głośna, jakby miał to być ostatni mecz w tej hali w tym sezonie. W trzeciej kwarcie Rockets sprawili, że niemal 20 000 kibiców ucichło i na dobrą sprawę większość z nich pogodziła się z faktem, że faktycznie mogą widzieć swoich ulubieńców po raz ostatni w sezonie 2017/2018.

50 punktów – tyle podopieczni Mike’a D’Antoniego zaaplikowali swoim rywalom w ciągu 12 minut po przerwie. 22 z nich były dziełem Jamesa Hardena. W pierwszej części Harden pudłował rzuty z dystansu, zdarzyło mu się chybić nawet kilka lay-upów, co dla Toma Thibodeau i jego zawodników było bardzo obiecującym znakiem. Cała nadzieja prysła, kiedy Rockets zmienili jednopunktowe prowadzenie z przerwy w 31-punktowe prowadzenie na starcie 4. kwarty.

Jedyną drużyną w historii NBA, która rzuciła w ciągu jednej kwarty więcej punktów byli Los Angeles Lakers w…1962 roku. Było to w meczu z Detroit Pistons, a Lakers, mimo rekordowego wyczynu, tamten mecz przegrali.

Dziś nie było mowy o porażce Rockets. Między kolejnymi rzutami dziurawiącymi siatkę w ich wykonaniu, Timberwolves spudłowali w 3. kwarcie 14 z 21 rzutów. Karl-Anthony Towns po dwóch słabych meczach w Houston, u siebie spisał się nieco lepiej, ale nawet jego 22 punkty i 15 zbiórek nie miały szans zmienić przebiegu spotkania. Z dobrej strony pokazał się także Derrick Rose, któremu Thibodeau ufał dziś bardziej niż swojemu pierwszemu rozgrywającemu. Rose zagrał 32 minuty, w trakcie których rzucił 17 punktów. Teague spędził na parkiecie o 4 minuty mniej – trafił tylko 1 z 7 rzutów i wdawał się w dyskusje z Chrisem Paulem, który był dziś dla niego (i pozostałych obrońców Wolves) nieosiągalny.

Po tym, jak w sezonie regularnym rzucał średnio 30,4 punktu na mecz, James Harden w czterech pierwszych meczach tegorocznych play-offs rzuca średnio o jedną dziesiątą punktu mniej. Wolves nie mają na niego odpowiedzi i trudno będzie im ją znaleźć do środowego wieczoru. Seria przenosi się do Houston – czy dla Jimmy Butlera i spółki będzie to ostatni mecz w tym sezonie?

Ciekawostka: kiedy Timberwolves po raz ostatni grali w play-offs, ich rywalem w pierwszej rundzie byli Denver Nuggets,. W pierwszej piątce Nuggets grał 21-letni Nene, a Wolves rozbili ekipę z Denver 4-1. W swoim 16. sezonie w NBA, Brazylijczyk ma szansę odpłacić im się dokładnie tym samym.

Grzegorz Kordylas
fot. Brad Rempel-USA TODAY Sports
Czytaj także: Durant namawia Giannisa na zmianę klubu?!