Houston Rockets z Chrisem Paulem w składzie nadal nie przegrali. W meczach, w których CP3 dzieli parkiet z Jamesem Hardenem, Rockets są 12-0 i nie mają litości dla swoich rywali. Po raz ostatni podobna rzecz zdarzyła się ponad 20 lat temu. Wtedy to 13 meczów z rzędu w nowej drużynie wygrał Dennis Rodman. Oczywiście byli to Bulls z Michaelem Jordanem i Scottie Pippenem.

 

Czy to właśnie Chris Paul był elementem niezbędnym Rockets do pokonania kolejnego etapu i przeskoczenia Warriors i Spurs? Sezon regularny sobie, a Play Offs sobie, to oczywiste, jednak podopieczni Mike’a D’Antoniego nie tylko wygrywają swoje mecze – robią to zazwyczaj demolując swoich rywali. Obecną formę, dzięki której od początku listopada przegrali JEDNO spotkanie, zawdzięczają jednak nie tylko Paulowi. Ten, po kontuzji kolana, dołączył do nich dopiero w połowie miesiąca. Gdyby nie jedna jedyna porażka z Toronto Raptors, Rockets byliby autorami najlepszego streaku tego sezonu w NBA – 18 zwycięstw z rzędu.

Ekipa Mike D’Antoniego wygrywa i świetnie się przy tym bawi – to samo można powiedzieć o kibicach. Oglądanie ich to przyjemność, choć gra drużyny oparta jest głównie na rzutach za 3. Czy Rockets można za to winić, skoro taka gra jest skuteczna?

Dziś Charlotte Hornets krótko stawiali opór. Przed końcem pierwszej kwarty przegrywali tylko jednym punktem. Chwilę później goście zafundowali im…25 punktów z rzędu. Przez cały ten czas James Harden siedział na ławce. Chris Paul zakończył mecz z najlepszymi w tym sezonie 31 punktami. Rockets nie dopuścili tym samym do sytuacji z poprzedniego spotkania, w którym Pelicans do końca starali się odrobić straty. Mimo znakomitych serii Celtics i Cavs na Wschodzie, to właśnie James Harden i spółka mogą pochwalić się najlepszym bilansem w lidze (22-4).

Choć bez swojego nowego rozgrywającego Rockets to nadal świetna ekipa, to właśnie Paul jest tym, który może zrobić w Houston tak wyczekiwaną od lat różnicę. Lat, w których ich sezon kończył się zazwyczaj w okolicach Półfinałów Konferencji. Wystarczy wymienić kilka statystyk, które przyprawiają o zawrót głowy:

  • Kiedy James Harden odpoczywa, a Chris Paul jest na parkiecie, Rockets w przeliczeniu na 100 pozycji są lepsi od swoich rywali o 37.7 punktów. Zazwyczaj dzieje się to w okolicach pierwszej/drugiej kwarty. Obrońcy rywali, którzy po zejściu z parkietu Hardena spodziewają się nieco łatwiejszej pracy, szybko zostają uświadomieni jak bardzo się mylili.
  • Odkąd Paul wrócił do line-upu, Rockets wygrali 11 spotkań z rzędu. 9 z nich dwucyfrową różnicą punktów.
  • Średnia różnica punktów, jaką pokonują swoich rywali to…17 punktów.

@cp3 in transition to beat the buzzer… twice this week!

A post shared by NBA (@nba) on

Jeśli chodzi o statystyki w ofensywie, Rockets ustępują tylko jednej drużynie w lidze – Warriors. Zarówno pod względem punktów na 100 posiadań (113.4) jak i effective field goals percentage (56,6%) depczą mistrzom NBA po piętach. To, co różni obecną ekipę Houston od zeszłorocznej, to jednak defensywa. Według statystyk – szósta najlepsza w lidze. Dla porównania – rok temu Rockets byli równie dobrzy w ataku, natomiast w obronie klasyfikowali się na końcu drugiej dziesiątki (18. miejsce w NBA).

Oprócz Paula, który na taki stan rzeczy ma niebagatelny wpływ i Jamesa Hardena, najlepszego strzelca i drugiego najlepszego asystenta w lidze, Rockets mają wielu innych graczy, na których regularnie mogą liczyć. Sporo alternatyw, jeśli nazywasz się Mike D’Antoni.

Clint Capela, który wyrósł na jednego z najlepszych wysokich na Zachodzie, Eric Gordon, który wchodząc z ławki rzuca średnio prawie 19 punktów na mecz, czy Nene, z którym na parkiecie Rockets mają najlepszy net rating w lidze (+22pkt).

Czy 2018 w NBA będzie rokiem Houston Rockets?

Grzegorz Kordylas
fot. Nelson Chenault
Czytaj także: Najgorsze faule w historii NBA!