Gregg Popovic powiedział niedawno, że rzuty za trzy zabiją koszykówkę. Houston Rockets nie wydają się tym przejmować. Podopieczni Mike’a D’Antoniego noc w noc wdrażają w życie plan polegający na wystrzelaniu przeciwników z dystansu. Dziś przyniosło to skutek – Wizards polegli, a Rockets ustanowili nowy rekord NBA.

 

Washington Wizards – Houston Rockets 118:136

Wygląda na to, że z każdym sezonem rekordy dotyczące rzutów za trzy są coraz bardziej zagrożone. Najpierw 14 trójek w meczu rzucił Klay Thompson. Dziś rekord drużynowy o jedną celną trójkę poprawili Houston Rockets.

Rockets oddali aż 55 rzutów z dystansu, trafiając 26 z nich. Trójkę wyrównującą rekord Cleveland Cavaliers z 2017 roku trafił Gary Clark. Fani w Toyota Center zaczęli skandować o kolejnym, rekordowym rzucie. Rockets spudłowali cztery kolejne próby i kiedy wydawało się już, że z rekordu nici, sytuację uratował Michael Carter-Williams. Przy okazji przypomnieliśmy sobie o 27-latku, który 4 lata temu odebrał nagrodę Rookie of the Year. Żaden z kolejnych sezonów nie był dla niego jednak tak udany, jak debiutancki.

Bicie rekordów przykuwa uwagę mediów:

Najwięcej – sześć trójek padło łupem Jamesa Hardena, który zakończył mecz z dorobkiem 35 punktów. W pięciu ostatnich meczach Harden notuje średnio 38 oczek i prawie 8 asyst, a dla Rockets była to piąta wygrana z rzędu. To, co może cieszyć Mike’a D’Antoniego jeszcze bardziej od rekordu to fakt, że Rockets byli jeszcze bardziej skuteczni bliżej kosza, trafiając 21/30 rzutów za dwa punkty.

W Houston zapewne panuje prawdziwie świąteczna atmosfera.

fot.Bill Baptist/Getty Images
Czytaj także: Westbrook i George nie do zatrzymania!