Nie licząc LeBrona Jamesa wyprzedzającego Michaela Jordana na liście najlepiej punktujących graczy w historii, miniony wieczór był kolejnym koszmarem dla Los Angeles Lakers Luke’a Waltona. Najlepiej podsumowuje to widok Rajona Rondo, który po zejściu z parkietu postanowił odsunąć się od drużyny i usiąść sam na widowni.

 

Przygody Rondo z każdym kolejnym klubem kończą się podobnie. Rozgrywający zalicza od czasu do czasu spektakularne występy, a drużyna gra lepiej pod jego dowództwem, prędzej czy później dochodzi jednak do sytuacji, które pozostawiają niesmak. Tak było w Dallas, tak było w Sacramento, tak było w Chicago. Choć do tej pory Rajon wydawał się być do rany przyłóż dla Los Angeles Lakers, jego dzisiejsza decyzja wywołała sporo komentarzy. Nic dziwnego – po zejściu z parkietu na ostatnie sekundy przegranego przez Lakers meczu, Rondo postanowił trzymać się z dala od zespołu.

Frustracja Lakers sięga zenitu – ich szanse na play offs spadły praktycznie do zera i wygląda na to, że ostatnie tygodnie sezonu regularnego będą trudnym okresem dla trenera Waltona, LeBrona i całej reszty zespołu. Nie zazdrościmy.

Czytaj także: Hayward znów bohaterem!